24.05.2014

Rozdział 50. "List."

Sierpień ...

Dlaczego teraz nie ma mnie u niego? Dlaczego nie jestem przy nim? Dlaczego? Moje serce pęka, gdy widzę go w tym stanie. Nie może nic do mnie powiedzieć, nie może mnie zobaczyć, nie może dotknąć. Leży bezruchu, nie rusza się, ani drgnie. Dotykam go, jednak on pewnie nawet tego nie czuje. Nie słyszy moich słów, które do niego mówię. Nie otrzymuję od niego żadnej reakcji. To właśnie boli najbardziej. Nic na to nie mogę poradzić. Ten incydent z Hayley sprawił, że jeszcze bardziej jej nienawidzę. Skoro wróciła, to z pewnością jeszcze nie raz wbije swoje pazury. Nie odejdzie od nas. Harry zapewniał, że pozbył się jej, ale ona wróciła. Wiem, że nigdy nie odejdzie na zawsze.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybkim krokiem skierowałam się na dół, by zobaczyć kto to. Nacisnęłam na klamkę, by otworzyć
- Dzień dobry. - przede mną stoi listonosz, pan White. Starszy pan, około 50. lat z siwymi wąsami
- Dzień dobry. Ma pan coś dla mnie? - spytałam. Dziwię się, że jeszcze nie wystraszył się mojego wyglądu i nie uciekł. Wyglądam jak wrak człowieka. Oczy podkrążone od braku snu, zaczerwienione przez łzy, mam na sobie białą bluzkę na krótki rękaw, czarne dżinsowe spodenki i długi, za duży na mnie, brązowy sweter
- Rosalie, stało się coś? - pan White zna mnie od dziecka, pamiętam, gdy miałam 5. lat i jako pierwsza biegłam do drzwi, by odebrać listy od niego, znamy się nie od dziś
- Nie, wszystko w porządku. Znalazłam pracę i pracowałam do późna. Jestem tylko zmęczona. - nie mogę mówić mu prawdy, bo zaraz się znowu rozbeczę
- Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy. - uśmiechnął się życzliwie - Tutaj mam list, zaadresowany do ciebie. - podał mi białą kopertę
- Dziękuję. - odebrałam od niego
- Proszę bardzo. Wracaj do sił. Do widzenia.
- Do widzenia. - uśmiechnął się jeszcze raz, po czym odszedł, by wykonywać swoją pracę. Dziwne, jeszcze nigdy nie dostałam od nikogo żadnego listu. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do pokoju. Usiadłam na łóżku, rozdarłam kopertę i wyjęłam białą kartkę papieru:

Pewnie ciekawi Cię to, skąd Harry wziął narkotyki, prawda? Otóż, już Ci tłumaczę. Doskonale wiesz, że znowu trafiłem do więzienia. Doskonale także wiesz, że od dawna chcę śmierci Twojego Harry'ego. Wczoraj przyszedł do mnie. Zdziwiło mnie to, że prosił mnie o to. Nie wyjaśnił konkretnej przyczyny. Po prostu chciał swojej śmierci. Zapewne teraz zaczynasz płakać. Zapewne Harry gryzie teraz kwiatki od spodu. Cóż, w końcu doczekałem się tego momentu. Zemsta w końcu przyniosła korzyści. Mogę spokojnie umierać w tym cholernym więzieniu. Mam coś przekazać Harry'emu, bo wiesz przecież, że i tak obydwoje spotkamy się tam na dole.

James.

Cholera! To od niego miał tę truciznę. Trzy osoby wmieszane w jego aktualny stan. Hayley wysłała do mnie Ashton'a. Harry myślał, że coś nas łączy. Wściekł się, a od James'a otrzymał narkotyki. Cała prawda wyszła na jaw. Wszystko jasne. Muszę to przekazać jego rodzicom. Damian pewnie zabrał Victorię do domu, by odpoczęła. Jest tym wszystkim wstrząśnięta, nie potrafi się pogodzić z tym, że znowu może stracić swojego syna. Podeszłam do szafy, wyjęłam z niej czarne leginsy i długi sweter w czarno-białe pasy. Udałam się do łazienki, by nie przerażać ludzi na ulicy. Nałożyłam odrobinę pudru na policzki i skórę pod oczami. Oczy podkreśliłam tuszem do rzęs i eyelinerem. Usta pomalowałam blado różową szminką. Do małej, czarnej torebki włożyłam telefon, portfel i list od James'a. Zeszłam na dół. Zamknęłam za sobą drzwi, po czym ruszyłam do domu pana Damiana. Zapewne tam są. Spacer i świeże powietrze dobrze mi zrobią. Czuję się taka bez życia. Bez niego nic nie ma dla mnie sensu. Nie interesuje mnie to, czy pada deszczy czy świeci słońce. Nie interesuje mnie to, czy zaraz może zacząć padać i zaraz mogę zmoknąć. Nie interesuje mnie to, czy jakieś dziecko teraz się przewróciło i płacze za matką, która ukoi ból. Nie interesuje mnie to, czy ktoś do mnie coś mówi. Nie interesuje mnie to, czy właśnie w tej chwili ktoś zaczepi mnie. Idę w stronę domu Damiana i tylko to się dla mnie liczy, by przekazać im całą prawdę. Można powiedzieć, że stałam się bezduszna na wszystko, co się dzieje wokół mnie. Bez niego nie daję sobie rady. Bez niego nic nie jest takie samo, jakie było. Wszystko jest wyblakłe, jakby świat nie ma żadnych barw. W mojej głowie panuje ciemność. Kompletna ciemność. Nie ma żadnych uczuć. Czuję się głupio. Z Harry'm wszystko było takie kolorowe, takie piękne i proste. To on wprowadził do mojego życia szczęście. Wszystko jest głupie bez niego. Tak bardzo się od niego uzależniłam, że nie widzę swojego życia bez niego. Obsesja? Chyba można to tak nazwać. Powinnam iść się leczyć z powodu obsesyjnej miłości.
Zapukałam do drzwi od mieszkania Damiana. Odsunęłam się o krok od drewnianej podłogi i w spokoju czekam. Drzwi rozsunęły się, a w nich ustał Damian
- Rosalie? Witaj. - uśmiechnął się na miarę swoich sił. Witać, że jest tym wszystkim zmęczony
- Mogę wejść? - skinął głową i wpuścił mnie do środka. W pomieszczeniu, na kanapie siedzi Victoria. Wygląda podobnie, jak ja zanim nałożyłam odrobinę makijażu
- Wszystko w porządku? Jestem zdziwiony twoją wizytą tutaj. Oczywiście cieszę się, że przyszłaś. - Damian usiadł obok Victorii, a ja usiadłam na fotelu
- Mam nową informację w sprawie z aktualnym stanem Harry'ego. - zaczęłam niepewnie
- Słuchamy. - odetchnęłam głęboko, zanim zaczęłam mówić
- To od James'a Harry miał to świństwo. Dostałam od niego list. - wyciągnęłam z torebki zgiętą kartkę i podałam im - Harry za wszelką cenę chciał umrzeć. Luke umarł od jego trucizny, więc był pewny, że on też umrze. - Victoria momentalnie wstała po usłyszanych ode mnie słowach
- To wszystko twoja wina! - krzyknęła w moją stronę - Sama powiedziałaś, że Harry był zazdrosny o ciebie! Sięgnął po te narkotyki z twojego powodu! Gdyby nie ty teraz na pewno byłby tutaj! - wyrzuciła list, który przed chwilą zgniotła
- Victorio, to nie jej wina, uspokój się. - Damian wstał ze swojego miejsca - To była decyzja Harry'ego.
- Wcale nie! To wszystko jej wina! - do oczu ponownie napływają łzy, oskarża o wszystko mnie, chociaż nie tylko ja tutaj zawiniłam
- To nie jest tylko i wyłącznie moja wina. - próbuję się jakoś obronić
- Kłamiesz! Harry kochał cię nad życie! Liczyłaś się dla niego tylko ty! A ty to wszystko zepsułaś! Teraz jego życie jest zagrożone! Może już nigdy się nie obudzi! - nadal krzyczy
- Victorio, nie .. - zanim dokończył przerwałam im
- Harry zerwał ze mną, bym była bezpieczna. To był jego wybór, ja nie miałam z tym nic wspólnego. Nie był świadomy tego, że mogę kogoś poznać. Mówiłam mu, że mnie i Ashton'a nic nie łączy, ale nie słuchał. A wiecie kto przysłał do mnie Ashton'a? - zanim zdążyliby odpowiedzieć, dokończyłam - Hayley.
- To był jego wybór i jego decyzja. - dopowiedział Damian
- Więc ty nic nie zawiniłaś? - Victoria zaczęła patrzeć na podłogę, jakby zastanawia się nad przed chwilą wypowiedzianymi słowami - Rosalie, ja cię przepraszam. - popatrzyła na mnie
- Wszyscy jesteśmy tym wstrząśnięci, więc nie dziwię się twojej reakcji. - wzięłam zgnieciony przez Victorię list do rąk i rozłożyłam go - Mogę prosić o zapalniczkę? - Damian podszedł do szafki i wyjął z niej czerwoną zapalniczkę, którą podał mi - Dziękuję. - wyszłam z pomieszczenia, na balkon. Podeszłam do końca. W jednej dłoni trzymam rozłożony list, a w drugiej zapalniczkę, którą palę dolny róg listu. Nie chcę go. Będzie mi o wszystkim przypominał. Kiedy go wyrzucę, ktoś może go odkryć. Kiedy go spalę, nikt się o nim nie dowie. Spalona kartka papieru powędrowała ku górze. Wiatr poniósł ją gdzieś, gdzie nikt się o tym nie dowie. Popatrzyłam za siebie. Victoria stoi w objęciach Damiana
- Powinnam już iść. - spuściłam swój wzrok na ziemię
- Nie musisz, możesz zostać. - odezwała się Victoria. Wiem, że nie chciała tego powiedzieć. Jest tak samo zdenerwowana, jak ja
- Powinnam się przespać. Jutro muszę iść do pracy. - wyminęłam ich i skierowałam się do drzwi - Do zobaczenia.

*

Powoli brakuje mi na to wszystko sił. Jestem coraz bardziej zmęczona. Nie śpię, nie jem, nie piję. Na dodatek praca. Wszystko nagle straciło sens. Dlaczego wszystko zostaje mi odebrane? Dlaczego kiedy wszystko się układa, coś musi się stać?
Światła w domu są zapalone. Ktoś jest w środku. Szybko poderwałam się do szybszego biegu, by sprawdzić, kto jest w środku. Nacisnęłam na klamkę, by wejść do domu. Od razu weszłam do salonu
- Mamo? - zobaczyłam ją siedzącą na kanapie, Jason stoi obok niej
- Rosalie, chyba czas porozmawiać. - wstała i podeszła do mnie - Dlaczego nie powiedziałaś nam o wszystkim, co cię spotkało? - w jej oczach widać łzy, które powstrzymuje
- O czym ty mówisz? - udaję, że nie wiem o co jej chodzi
- Już czas, byśmy o wszystkim się dowiedzieli. Powiedz nam całą prawdę. Chcemy się dowiedzieć od ciebie. Zanim przyjechaliśmy, Pearl była tutaj. Była bardziej zmęczona, niż zwykle. Powiedziała nam wszystko. - cholera, nie mogę ich dłużej okłamywać. Nie chcę przez kłamstwo stracić i ich
- Dobrze, powiem wam wszystko, co przed wami ukrywałam. - usiedliśmy na kanapie. Przełknęłam głośno ślinę, dobra, zaczynamy - To wszystko zaczęło się, kiedy poznałam Harry'ego. Pamiętacie ten dzień, gdy wróciłam do domu cała w nerwach. - skinęli głową - Wracałam wtedy od Pearl i spotkałam go. Przerażał mnie, bo był na dwa lata w więzieniu za pobicie. Na początku bałam się go, ale z biegiem czasu staliśmy się sobie bliscy. Zakochaliśmy się w sobie. Ten mężczyzna, którego pobił nazywał się James. Nękał mnie, groził, że zabije Harry'ego, albo jeszcze coś stanie się mnie. Harry chciał mnie chronić przed nim.
- Nie poszłaś z tym na policję? - wtrącił się Jason, ponownie westchnęłam, zanim zaczęłam mówić
- Nie miałam odwagi, bo groził, że jeśli pójdziemy na policję, to zabije nas. Po pewnym czasie policja dowiedziała się o jego wszystkich przekrętach i zamknęli go w więzieniu. Wszystko było dobrze, dopóki Harry zdradził mnie z Hayley. To pewnie pamiętacie. Któregoś dnia Harry przyszedł do mnie z wiadomością, że on uciekł z więzienia. Mógł być wtedy wszędzie i mógł mi coś zrobić. Po tej wiadomości minęło kilka dni, późnym wieczorem przypomniałam sobie o zapasowym kluczu. Poszłam po niego. Kiedy już miałam wejść do domu, poczułam ukłucie w plecach i straciłam przytomność. On mnie porwał. Więził przez kilka dni, ale uciekłam i Harry mnie znalazł. Kolejnego dnia zerwał ze mną, bo nie chciał mnie narażać na kolejne niebezpieczeństwo. - westchnęłam po swoim długim monologu, ale to jeszcze nie koniec
- Zaraz, dlaczego pobił tego James'a? - spytała mama
- James dostarczał najlepszemu przyjacielowi narkotyki. On umarł od nich, a Harry w zemście pobił go. - teraz finał tej historii - Harry widział mnie z Ashton'em, znajomy, poznałam go niedawno. Wtedy pokłóciliśmy się. Harry był niemiły dla niego, Ashton wtedy wyszedł, a ja pobiegłam za nim. Harry był zazdrosny, skoro pobiegłam za nim, to przekonało go to, że coś nas łączy. W złości chciał się zabić. Przedawkował narkotyki i teraz leży w śpiączce. - otarłam pierwsze łzy z policzków - Teraz już wiecie o wszystkim w skrócie.
- Harry teraz leży w śpiączce? - skinęłam głową - Rosalie, dlaczego wcześniej nam o tym nie powiedziałaś?
- Nie chciałam was martwić tym wszystkim. Przepraszam. - wtuliłam się w ciepłe ciało matki - Naprawdę przepraszam.
- Powinnaś dostać szlaban, do końca życia. Gdybyśmy o wszystkim wiedzieli, na pewno teraz wszystko wyglądałoby inaczej.
- Wiem i przepraszam.
- To wszystko, co cię spotkało jest przerażające. I ty jeszcze potrafisz cokolwiek robić. Nie załamałaś się.
- Miałam przy sobie Harry'ego. On mi we wszystkim pomagał. Teraz leży w śpiączce, a lekarze nie dają mu szans na wybudzenie się.
- Boże, a ty nadal go kochasz? - kiwnęłam głową - Po tym, co ci zrobił?
- Zrozumiałam, że go kocham, a on kocha mnie. Zrobił to z miłości, bo był zazdrosny.
- Nadal uważam, że zachował się wobec ciebie okropnie, ale rozumiem cię w tej chwili. Nawet o wszystkim nie wiedzieliśmy. Powinnaś dawno się załamać, a ty dalej stąpasz po ziemi. To musi być prawdziwa miłość. Nieźle na to zareagowaliśmy. Powinnaś dostać szlaban do końca życia, ale nie chciałaś nas tym martwić. - poczułam ulgę, że dowiedzieli się o wszystkim. Teraz nie muszę wymyślać żadnych kłamstw.













_________________________________________

Wróciłam :) 
W końcu nadszedł czas, kiedy wszystko wyszło na jaw. W końcu to musiało się stać. Rosalie nie może ciągle okłamywać mamy i Jason'a. 
Tęsknicie za Harry'm? :)

12.

7 komentarzy:

  1. Świetny :) Rosalie dobrze zrobiła, ze powiedziała prawdę mamie i Jasonowi. Niech Harry w końcu się wybudzi ! ♥♥x

    OdpowiedzUsuń
  2. Super <3 Niech on się wreszcie obudzi ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny, nie mogę się już doczekać nexta <3 x

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej.Dobrze że oni się wkońcu dowiedzieli.Tęsknie za Harrym ; (
    Bo ja się zgubiłam ile Harry już leży w śpiączce ?
    Ania ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie ; )
      Ania

      Usuń

Obserwatorzy