23.04.2014

Rozdział 25. "Słabe nerwy"

Obudziłam się wtulona w ciepłe ciało Harry'ego. Podniosłam lekko głowę i  cmoknęłam go w usta. Chciałam sięgnąć po telefon, ale Harry  uniemożliwił mi to
- Jak ty tak możesz przeszkadzać komuś w śnie? - uśmiechnęłam się
- Przepraszam, chciałam wziąć telefon. - złączył nasze usta w słodkim, porannym pocałunku
- Hej.
- Hej. - nagle zaczął dzwonić jego telefon. Sięgnął po niego i odebrał połączenie
- Halo?
- Harry, gdzie ty do cholery jesteś?! - męski, zdenerwowany głos rozbrzmiał w słuchawce
- U Rosalie, o co chodzi? Stało się coś? - przybrał poważniejszy wyraz twarzy
- James pobił twojego ojca! Jest teraz w szpitalu w bardzo ciężkim stanie! - z przerażenia zakryłam usta dłonią
-  Cholera, w którym szpitalu? - jak oparzony zszedł z łóżka i zaczął się  ubierać - Dobra, już jadę. - najwyraźniej osoba dzwoniąca podała mu  adres szpitala - Zaraz ja mu się dobiorę do dupy. - warknął. Jest  wściekły, nerwowo zakłada ubrania
- Jechać z tobą? - spytałam cicho, by jeszcze przypadkiem go nie rozzłościć
-  Tak, mogę się wkurwić i zrobić coś głupiego. - wstałam ze swojego miejsca,  założyłam białe spodnie i brązową koszulę, włosy związałam w luźnego  koka - Gotowa?
- Tak. - wzięłam jeszcze telefon. Wyszliśmy z domu,  zamknęłam drzwi na klucz, po czym pokierowaliśmy się do jego samochodu. Z  piskiem opon ruszył z miejsca. Nerwy nie pomagają mu w jeździe. Mocno  ściska kierownicę, aż opuszki palców zrobiły się białe. Wściekłość na  pewno zawładnęła jego ciałem. Niektórzy kierowcy trykają na niego, by  zwrócić mu uwagę. Jednak i to nie pomaga. Wściekłość maluje się na jego  twarzy. Czemu James posunął się do tego? Cios poniżej pasa. Dobieranie się do jego rodziny, to przegięcie. Ma konflikt z Harry'm, a nie z jego rodziną. To podłe. Damian nie ma z tym nic wspólnego, a oberwał za swojego syna. Nie chciałabym być teraz w skórze James'a. Harry wściekł się, więc na pewno coś mu zrobi. Będzie tak samo, gdy próbował mnie zgwałcić. Wpadł w furię, pobił go do krwi. To był przerażający widok. Widzieć, jak ktoś cierpi, a ty nic nie możesz zrobić, chociaż wiesz, że należy mu się. Nigdy nie lubiłam, kiedy ktoś kogoś bił. Pamiętam, jak w szkole jacyś dwaj chłopcy posprzeczali się o coś i zaczęli bić. Od razu uciekłam od tamtego miejsca, podobnie było przy tamtym zdarzeniu. Uciekłam. Okropne jest patrzeć, gdy ktoś na kim ci zależy bije kogoś. Widzisz w nim zupełnie innego człowieka, nie tego, którego znałaś, ale kogoś nowego, zupełnie nowego. Nie chcę być już nigdy więcej świadkiem żadnej bójki. Na samą myśl o tym, mam nieprzyjemne dreszcze. Ugh, okropność. Gorsze jest to, gdy to ty jesteś bity. Nie możesz nic zrobić lub obronić się, bo jesteś za słaby. Ból rozdziera twoje ciało, z otwartych ran sączy się krew ...
W końcu  dojechaliśmy do szpitala, do którego trafił pan Styles. Harry szybko wysiadł z samochodu, zrobiłam to  samo. Dorównałam mu jego szybkiego kroku oraz splotłam nasze palce, by dać mu znak, że  jestem przy nim. Mój dotyk odrobinę go uspokoił, ale to nie wystarczy,  by całkowicie uspokoić słabe nerwy chłopaka. Pchnął białe drzwi, abyśmy  weszli do środka. Wewnątrz nie ma kolejki, więc bezproblemowo dostaliśmy  się do recepcji. Kobieta za ladą jest zajęta rozmawianiem, zapisuje coś na kartce
- Dzień dobry, w której sali jest Damian Styles? - kobieta nie odpowiedziała, jest zbyt zajęta - Do cholery odstaw ten pieprzony telefon i odpowiedz mi! - warknął głośno, niektórzy popatrzyli na nas. Przerażona brunetka odłożyła telefon i zwróciła na nas uwagę
- A kim pan jest? - spytała drżącym głosem, boi się go. Cóż, nie dziwię jej się. Harry jest ogólnie przerażający, ale nie powinien na nią krzyczeć. Ma też innych ludzi, którymi musi się zająć
- Harry Styles, syn. - powiedział nerwowym głosem
- Jest w sali numer 50. czwarte piętro.
-  Dziękuję. - pociągnął mnie za rękę. Żeby dostać się na czwarte piętro  musimy pojechać windą. Brunet nacisnął guzik, aby przywołać ją. Drzwi  rozsunęły się, a my szybko weszliśmy do środka. Nacisnął przycisk z numerem 4,  by widna ruszyła
- Nie wieżę, że to zrobił. - oparł się o ścianę - Zemsta się udała, ale to ja ją skończę.
- Harry, musisz się uspokoić. - powiedziałam jak najdelikatniejszym głosem
-  Ciekawe jak ty byś zareagowała. - powiedział nie miłym głosem. Dobra, wiem, że jest wkurzony, ale żeby wyładowywać swoją złość na innych? Drzwi  rozsunęły się. Puścił moją dłoń, więc muszę iść za nim. Od razu znalazł  salę z numerem 50. W korytarzu siedzą Victoria i ta idiotka, Hayley
- Co z nim? - spytał nerwowo
-  Źle. Zszywają mu niektóre rany, zawijają w bandaże. - Victoria schowała  twarz w dłoniach, płacze. Harry usiadł obok Hayley ... Uspokój się,  tylko usiadł. Nie będę stała jak kołek, więc usiadłam obok Victorii. Czekanie to najgorsze, co może być. Nikt się nie odzywa. Atmosfera jest  napięta. Co chwilę do sali Damiana wchodzą nowe pielęgniarki, wychodzą  lekarze. Na pewno cierpi. Wiem, że James to potwór, ale posunął się do  tego? Najpierw niszczy jego życie, a teraz stopniowo dobiera się do  rodziny? Damian jest dla Harry'ego jedyną osobą z rodziny, która nie  odwróciła się od niego i z którą może w spokoju porozmawiać. Nie mogę w  to uwierzyć ...
- Harry, wszystko będzie dobrze. - ona masuje go po  plecach ... Uspokój się, próbuje go pokrzepić. Popatrzył na nią, w jej oczy, później na jej usta ... Nie zwracaj na to uwagi, powiedział, że  już jej nie kocha. Spuściłam wzrok na podłogę. Nie jestem zazdrosna, nie  jestem, ale ... Halo, nie zapominaj, że tu jestem! Po co on w ogóle zaatakował  jego ojca? Nie dość, że męczy mnie, to jeszcze dobrał się do Damiana.  Zaczynam się jeszcze bardziej bać. Nie wiadomo, co może mi zrobić, albo  Victorii, jednak miał z nią romans i może ją oszczędzi? Co jeśli Harry wpadnie w szał i znowu dobierze mu się do ,,tyłka''? Zaczynam dramatyzować. Złapałam dłoń Victorii, spojrzała na mnie i  uśmiechnęła się
- Też nie cieszę się, że ona tu jest, nigdy jej nie  lubiłam. - wyszeptała do mojego ucha. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Szkoda mi Damiana. Cierpi, a my jesteśmy zdani tylko na lekarzy oraz czas, który płynie znacznie wolniej.  Zastanawia mnie jedynie to, gdzie jest Emma i skąd wzięła się tu Hayley?  A Victoria? Pewnie jako pierwszą ją poinformowano, ale Hayley? Skąd się  tu wzięła? Kto do niej zadzwonił? Nagle drzwi od sali Damiana otworzyły  się i wyszedł z niej lekarz
- Co z nim? - Victoria szybko wstała
- Nie jest źle, ani też dobrze, jednak jego stan jest stabilny. Rany się zagoją i wszystko powinno być dobrze. - uśmiechnął się ciepło
- Dzięki Bogu. Można go zobaczyć? - spytała z nadzieją w głosie
-  Myślę, że tak. Odzyskuje bardzo powoli siły, dostał już leki przeciwbólowe. - lekarz  skinął głową, po czym odszedł. Victoria cicho otworzyła drzwi,  wyciągnęła w moim kierunku dłoń, zdziwiłam się, ale podeszłam i weszłam  za nią. Zobaczyłam pana Styles'a leżącego na łóżku szpitalnym. Wygląda  okropnie. Cała twarz podrapana lub posiniaczona. Na lewej ręce ma  założony gips. Reszta ciała schowana pod cienką kołdrą, jednak pewnie też jest zmasakrowana
- Witaj, Damian. - odezwała się załamanym głosem. Jest roztrzęsiona, jej ciało drży z emocji, łzy spływają po policzkach
- Victoria? - kącik jego ust lekko uniósł się ku górze
- Będzie dobrze, wyzdrowiejesz. - usiadłyśmy obok na białych krzesłach
- Wiem. Wszystko u ciebie w porządku? - spytał cichym, delikatnym głosem. Na pewno wszystko go boli, nie dziwię się
- Tak. - uśmiechnęła się mimo łez - Przepraszam cię za wszystko. Naprawdę przepraszam. - wzięła jego dłoń i pocałowała
- W porządku. To nie tylko twoja wina. - do sali weszli Harry i Hayley - Cześć. - uśmiechnął się lekko do nich
- Cześć, tato. - odezwał się Harry, trochę spokojniejszym tonem
- Trzymasz się jakoś? - spytał łamliwym głosem
- Tak, jest dobrze. - usiadł po drugiej stronie łóżka razem z Hayley. Nie kocha już jej? Pff. Nienawidzi? Pff. Jestem zazdrosna? O tak. Wściekła? Jeszcze bardziej
-  Rosalie? - popatrzyliśmy na siebie - Mam nadzieję, że u ciebie też  wszystko w porządku. - lekkim ruchem głowy i z grymasem na twarzy  wskazał na Hayley i Harry'ego, zaśmiałam się cicho
- Tak, w porządku. - nie chcę okazywać tego, że jestem na niego wściekła, ani nie chcę robić awantur
-  Dobrze trafił. - uśmiechnęłam się z charakterystycznym westchnieniem.  Damian mimo bólu, jaki w nim siedzi potrafi się jeszcze uśmiechnąć. Potrafi podnieść na  duchu. Często patrzy na Victorię, zatracają się we własnych oczach.  Myślę, że jest jeszcze nadzieja, żeby ich miłość na nowo rozkwitnie. Ona  trzyma jego rękę i od czasu do czasu przybliża do ust. Są dla siebie stworzeni. W pewnej chwili do sali wszedł Theo, chyba biegł, bo ciężko  oddycha
- Przepraszam za spóźnienie, były korki. - usiadł niedaleko mnie na drugim łóżku szpitalnym
- Theo, masz wyczucie. - uśmiechnął się lekko

Theo's P. O. V.

Co  tutaj robi ta suka? Kto ją tutaj zaprosił? Skąd się o tym dowiedziała?  Nigdy jej nie lubiłem. Wkurwia mnie. Dlaczego Harry siedzi obok niej, a  nie obok Rosalie? Związek też chce spieprzyć? Jeśli rozstaną się, to  później niech nie przyłazi do mnie. Na miejscu Rosalie dawno kopnąłbym  go w siedzenie
- Miałem kupić kwiaty, ale nie chciałem się spóźnić. - wzruszyłem jednym ramieniem
- Przyznaj, że ci pieniędzy było szkoda. - podziwiam Damiana. Mężczyzna, dobry ojciec ...
- Dobra, wolałem wydać na coś innego. - zaśmiał się na miarę swoich sił
-  Skąpiec. - skomentował krótko - Wszystkich pytałem, co u nich, ale  ciebie nie spytam. Nie ma kwiatów, nie ma życzliwości. - wszyscy cicho  się zaśmiali. Zawsze atmosfera przy Damianie jest spokojna, można  pożartować. Szczerze, to z chęcią sam osobiście skopałbym James'owi dupę. Należy mu się. Nie dość, że uczepił się Rosalie, to jeszcze  dobiera się do rodziny Harry'ego
- Przepraszam, ale muszę wiedzieć. - wszyscy popatrzyli na mnie, ale Damian sam dokończył
-  Chcesz wiedzieć jak to się stało? - skinąłem lekko głową, na pewno w  Harry'm krew się gotuje, nigdy nie umie pohamować swoich nerwów i  zawsze wszystko potrafi spieprzyć - Siedziałem w swoim biurze i podpisywałem  różne papiery. Wtedy James wpadł jak oparzony i zaczął coś mówić, że  zemsta zawsze smakuje najlepiej, gdy się posunie za daleko. Wstałem ze  swojego miejsca, powiedziałem mu, żeby się stąd wynosił. Dostał szału i  ... skończyło się na tym, że musieli mnie przywieść tutaj. - Victoria  schowała twarz w dłonie, jest załamana
- Damian .. Ja miałam z James'em romans. - brunetka w końcu odważyła się do tego przyznać, zdziwił mnie jej nagły wybuch emocji - To wszystko moja wina. Uwiódł mnie.
-  Nie mogę cię za to winić. - wszyscy popatrzyliśmy na niego ze zdziwieniem- Nie  jesteśmy już małżeństwem, więc masz prawo do wszystkiego. Po rozwodzie  widziałem, że byłaś roztrzęsiona, James pewnie to wykorzystał.
- Przepraszam.
- Zrobiłaś to pod wpływem emocji. Nie przepraszaj.
-  Ale powinnam. - no dobra, szkoda mi się jej zrobiło. Jest atrakcyjną  kobietą, więc nie dziwię się nikomu, jeśli myśli o niej pod kontem seksualnym.

Rosalie's P. O. V.

Nagle zadzwonił mój telefon.  Szybko wyjęłam go z kieszeni, przeprosiłam i wyszłam z sali. Dzwoni ten  sam numer, który napisał do mnie SMS-a, gdy byłam ostatnio z Pearl,  James
- Czego chcesz? - nie widzę jego twarzy, więc nie boję się go. Odważna przez telefon ...
- Słońce, gdzie jesteś, proszę powiedz mi. - troskliwy głos wydostał się z jego ust
- Jesteś nienormalny. Zemsta ci się udała. - warknęłam, mam go dosyć
- Oh, to dopiero początek. Zniszczę całe jego życie. - powiedział niemiłym tonem
- Dlaczego nie zostawisz go w spokoju?
-  Przez niego wyszedłem na idiotę. Jestem lepiej zbudowany, a pobił mnie  taki facet, jak on. Nie uważasz, że to upokorzenie zostanie na całe  życie?
- To czemu się nie przeprowadzisz?
- Bo zemstę dokonuje się  powoli, z bólem. To początek, Rosalie. - rozłączył połączenie. Teraz to  we mnie emocje buzują. Nienawidzę go za wszystko, co zrobił. Jest  potworem i na pewno sam o tym wie. Chciałam wrócić do sali, ale wyszedł z  niej Harry. Jest wkurzony, jego mina mówi sama za siebie
- Masz pojęcie, że to mogło mu zaszkodzić? - warknął niemiłym tonem
- Przecież to nie moja wina. - odparłam podobnym głosem, co on
- A myślisz, że moja? Mogłaś wyciszyć ten cholerny telefon.
- Rozumiem, że jesteś wkurzony, ale nie musisz się wyżywać na mnie, to nie moja wina.
- Bo niby moja?! - wysyczał przez zaciśnięte zęby
- A myślisz, że moja? Nie szukaj sposobu, żeby uspokoić nerwy.
- Uważasz, że szukam? Przynajmniej Hayley siedzi cicho i tylko próbuje mnie jakoś uspokoić.
-  Tak, Hayley? A kto był przy tobie? Kto cię nie wykorzystał? Kto nie  zabawił twoimi uczuciami? Teraz tak móisz?! A kto ją 'podobno'  nienawidzi?!
- Nie szukaj wymówek.
- Ja szukam? Zastanów się w ogóle, co mówisz! Wyżywasz się na mnie, chociaż ja nic nie zawiniłam!
-  Przynajmniej ona jest przy mnie, nic nie mówi i do cholery to nie przez  nią James wykorzystuje szanse, żeby się do mnie zbliżyć! - warknął.  Zacisnęłam usta w cienką kreseczkę, do oczu napłynęły łzy. Popatrzył na mnie nieco spokojniejszym wzrokiem - Rosalie,  Rosalie przepraszam. - próbuje się do mnie zbliżyć, ale uniosłam ręce,  by mu to uniemożliwić
- Daj sobie spokój. - odwróciłam się na pięcie i  ruszyłam do wyjścia. Poczułam jego dłoń na moim nadgarstku, ale  pociągnęłam za nią mocno oraz wyszarpnęłam się z jego uścisku.

Wściekły  i wytrącony z równowagi chłopak jedzie do domu swojego wroga. Mocno  zaciska palce wokół  kierownicy, mocniej naciska pedał gazu. W oczach  pali się ogień. Stracił najważniejsze dla niego osoby. Ojca, Rosalie,  matkę, starego przyjaciela. Wszystko przez niego, osoby do której  jedzie. Nerwowo skręca w każdą drogę. Stara się opanować słabe nerwy.  Siła rośnie w jego mięśniach. Ostatnia kłótnia z miłością doprowadziła  go do szału. Żałuje tego. Chce to naprawić, jednak wie, że wszystko  zepsuł, miłość może nie dać kolejnej szansy. Nie ma pojęcia, że  dziewczyna przez niego płacze, odchodzi od zmysłów. Rozpacz, wściekłość,  zdenerwowanie.
Wysiada z samochodu, mocno trzaska drzwiami. Kieruje  się do drzwi. Bez pukania wpada do budynku. James wita go z bezczelnym  uśmieszkiem na twarzy
- Nie spodziewałem się ciebie tutaj. Co cię tu  sprowadza? - jad wydostaje się z jego ust. Chłopak nie wytrzymuje. Siła,  którą trzyma w sobie z zawrotną szybkością celuje w ciało mężczyzny.  Nie zwraca uwagi na to, że znów robi z siebie kogoś, kogo chciał za wszelką cenę się pozbyć. Ciosami masakruje jego ciało. Krew sączy się z nosa, warg. Siniaki  tworzą się na ciele. Mężczyzna zostaje powalony na ziemię. W pewnej chwili słychać  syrenę policyjną. Po chwili do budynku wbiega dwóch policjantów.  Zatrzymują chłopaka. Przyciskają do ściany, by bezpiecznie założyć mu  kajdanki. Siłą wynoszą z budynku i wpychają do radiowozu.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
_________________________________________
 Co myślicie o tym rozdziale? Co się dalej stanie?
Jeśli chcecie, możecie dodawać się do obserwatorów tego bloga. Na samym dole można to zrobić :)
Układ = 12 komentarzy :)

12 komentarzy:

  1. O ja jakie emocje . 😨😠 kocham to 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde, kurde, kurde !!! Rozdział? Brak słów! W sensie pozytywnym oczywiscie ! Widzę, że koniec sielanki, oby na krótko! :)
    Czekam na next i..KOMENTOWAĆ PROSZĘ! ;D /Pat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieeeee!!!!! ;c;c;c;c Ołłłł Maj Gasz ja tu zaraz zejde ^^ ZAJEBISTY

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to <3 Rozdział zajebisty ! ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy