09.04.2014

Rozdział 17. "Zegar"

Obudził mnie dźwięk informujący o SMS-ie. Niechętnie wstałam do pozycji siedzącej i wzięłam telefon do rąk. Odblokowałam ekran palcem


Jejku, tak dawno nie widziałam Pearl. Jestem tak zajęta Harry'm, że zapomniałam o najlepszej przyjaciółce. Pośpiesznie odpisałam na jej SMS-a


Nie mam już ochoty na sen, więc zwlekłam się z łóżka. Mam na sobie samą bieliznę i białą bokserkę, więc ubrałam szare obcisłe dresy, po czym zeszłam na dół do kuchni. Włączyłam telewizor na jakiś program muzyczny. Weszłam do kuchni, by zrobić sobie coś do zjedzenia. Wyjęłam z lodówki zimne naleśniki i krem czekoladowy. Usiadłam przy stole i nałożyłam małą ilość kremu na naleśniki. Zrobiłam sobie kilka, po czym poszłam na kanapę do salonu. Mój brzuch daje o sobie znać, zatem szybko włożyłam pierwszego do ust. Usłyszałam, że mój telefon dzwoni. Odłożyłam talerz i pobiegłam na górę po telefon. Ktoś, kto do mnie dzwoni na pewno szybko z tego nie zrezygnuje
- Halo? - odebrałam połączenie
- Cześć, Rosalie. - wszędzie rozpoznam ten zachrypnięty głos
- Um, cześć, Harry. - uśmiechnęłam się sama do siebie
- Jeszcze raz przepraszam za wczoraj. Za bardzo na ciebie nakrzyczałem, nie powinienem.
- Ja nie powinnam mieszać się w twoje sprawy rodzinne.
- Nie przeszkodziłem w śnie? - zapytał
- Nie, właśnie jadłam śniadanie.
- Oh, to na przyszłość życzę ci smacznego. - zachichotałam - Spotykasz się dzisiaj z kimś?
- Dawno nie widziałam się z Pearl, więc umówiłam się dzisiaj z nią.
- Wyprzedziła mnie. - zaśmiał się - Cóż, dzisiaj będę musiał wytrzymać bez ciebie. A jutro mogłabyś sobie już zarezerwować dla mnie? - spytał z przekonującym głosem
- No nie wiem czy mam czas. - westchnęłam żartobliwie, na co Harry zachichotał
- Poczułbym się urażony. - powiedział namiętnym głosem
- Zobaczę w kalendarzu, ale nie przewiduję, że znajdę dla ciebie czas. - westchnęłam przeciągle
- No więc? - dopytywał
- Masz szczęście. Mam czas, ale mogę się spóźnić. - zaśmiał się
- Dobrze, więc jutro zapraszam cię na miły, wieczorny spacer pod gwiazdami. - zachichotałam sama do siebie, zawsze poprawi mi humor
- Dobrze, o której mam być gotowa? - powiedziałam namiętnym głosem
- Hmm, około 18-19? - spytał
- Dobrze. Postaram się.
- Więc, do zobaczenia jutro, Rosalie.
- Do zobaczenia, Harry. - rozłączyliśmy połączenie. Odłożyłam telefon na łóżko i poszłam dokończyć śniadanie. Chcę już móc zobaczyć Pearl. Tak dawno jej nie widziałam. Mam wyrzuty sumienia, że zaniedbałam ją tak. Jako przyjaciółka chociaż powinnam napisać jej wieczorem SMS-a, co u niej albo jak się czuje. Marna ze mnie przyjaciółka. Mam jej tyle do powiedzenia. Tyle się od pewnego czasu się działo. Ciekawa jestem jak zareaguje na to, że spotykam się z Harry'm?

*

Ubrałam czarne spodnie, białą bluzkę i czarną marynarkę. Włosy spięłam w luźnego koka. Nałożyłam odrobinę pudru na policzki, usta podkreśliłam kremowo-różową szminką. Okręciłam się wokół własnej osi i jestem gotowa. Wzięłam jeszcze torebkę, schowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół. Zamknęłam za sobą drzwi, po czym skierowałam się do parku, gdzie mam się spotkać z Pearl. Usiadłam na jednej z ławek i wypatrywałam przyjaciółki. Wyjęłam telefon, by sprawdzić czy mam jakąś nieodebraną wiadomość
- Bo się zagapisz w ten telefon! - usłyszałam krzyki blondynki. Uniosłam głowę w górę. W moją stronę idzie roześmiana Pearl
- Cześć! - przywitałam i przytuliłam się do niej
- Co u ciebie się działo ciekawego? - spytała, gdy usiadłyśmy na ławce
- Działo się całkiem dużo. - uśmiechnęłam się ciepło
- Czy to wszystko kręciło się wokół Harry'ego? - zarumieniłam się lekko - Rosalie? Coś was łączy?
- Ja .. ja nie wiem. Całowaliśmy się kilka razy, czasami zachowujemy się jak para, ale nie potrafię poznać swoich uczuć. - spojrzałam w dół
- Rosalie, a co czujesz, gdy z nim jesteś? Może czujesz coś do niego, ale sama o tym nie wiesz?
- No, więc .. kiedy go widzę moje serce zaczyna szybciej bić, w brzuchu pojawia się dziwne uczucie. - zaśmiałam się - Nigdy nie miałam żadnej styczności z chłopakami i mam taki problem z dotykaniem.
- Nie lubisz tego? - zapytała
- Czuję się dziwnie, ale to trochę fajne uczucie.
- Rosalie, może ty się w nim dopiero zakochujesz? A on ? - przechyliła głowę lekko w lewo
- Mówił, że zakochał się w takiej delikatnej, kruchej i słodkiej dziewczynie. - uśmiechnęłam się
- Czyli, że czuje do ciebie coś więcej, racja? - pokiwałam niepewnie twierdząco głową - To znaczy, że czuje coś do ciebie mocnego!- zapiszczała
- Chyba tak? - podrapałam się nerwowo po głowie. Łokciem oparłam się o ławkę i przytrzymuję dłonią swoją głowę
- Nie chyba, ale na pewno. A jak się wobec ciebie zachowuje?
- Jest delikatny, jakby wcale nie chciał mi zrobić krzywdy. Miły, zachowuje się kulturalnie i .. - chciałam dokończyć, ale Pearl mi przerwała swoim piszczeniem
- Czyli, że zakochał się w tobie na poważnie. Czy ty wiesz, co to oznacza? - pokręciłam przecząco głową - Że zaopiekuje się tobą. Jeżeli taki chłopak jak on jest delikatny dla dziewczyny i na dodatek spodobała mu się taka delikatna, to znaczy, że zakochał się! - zapiszczała ponownie
- Um, może i tak.
- Yhm, a czy chciał od ciebie .. no wiesz .. - przybliżyła się do mnie - seksu? - powiedziała szeptem
- Poczeka. - oczy Pearl powiększyły swoje rozmiary, otworzyła szeroko buzię
- Oh, to znaczy, że bardzo zależy mu na tobie! - czy ona przestanie piszczeć? - Gdyby chciał się tylko z tobą przespać, to na pewno już by to zrobił, zamiast czekać.
- No, chyba tak. - wzruszyłam ramionami - Tylko ja nie jestem pewna, wobec uczuć.
- Z tego, co mówiłaś na pewno coś czujesz do niego.
- Chyba .. chyba tak. - uśmiechnęłam się niepewnie
- A wiesz coś o jego przeszłości?
- Całkiem dużo. Ostatnio nakrył swoją matkę na spaniu z jego wrogiem, wściekł się. Nie chce z nią rozmawiać, ani jej widzieć. Chciałam jakoś to naprawić i spotkałam się z nią.
- Czy ty oszalałaś? Nie powinnaś się w to mieszać! - krzyknęła trochę głośniej
- Wiem, po tym spotkaniu miałam wyrzuty sumienia. Chyba nie powinnam się wcale w to mieszać.
- To jego sprawy. Powinnaś to uszanować.
- Wiem. Jego matka żałuje tego. - westchnęłam, naprawdę było mi jej szkoda
- Ty to masz szczęście. - zaczęła bujać w obłokach - On jest naprawę przystojny.
- Um, no jest, ale nie zwracam tylko na to uwagi.
- A dobrze całuje? - uśmiechnęła się zadziornie
- Pearl!
- No co? Chciałam po prostu wiedzieć. - skrzyżowała ręce na piersi - Popytać nie można. - udała obrażoną, co tylko spowodowało mój śmiech
- Najlepiej byś wszystko wiedziała. - powiedziałam śmiechem
- To chociaż powiedz czy dobrze, proszę! - przewróciłam oczami
- Tak, dobrze całuje. Pasuje? - uniosłam ręce ku górze i wzruszyłam ramionami
- Ciekawe jaki jest w łó.. - zanim dokończyła, przerwałam jej
- Pearl! Nie chcę jeszcze tego robić, nie czuję się na to gotowa. Poza tym słyszałam, że to boli, więc nie chcę się z tym spieszyć. On na pewno to zrozumie.
- Rosalie, czasami wcale nie boli. Wystarczy, że mu zaufasz, a będzie dobrze. - zapewniła mnie
- Ale nadal nie chcę się z tym spieszyć. Ogólnie nawet nie wiem czy moje uczucia można nazwać miłością.
- Oszukujesz samą siebie, Rosalie. Boisz się zaufać i właśnie to ciągnie cię na dno. Jeśli nadal będziesz mówić, że nie wiesz, co czujesz, to na pewno nigdy się tego nie dowiesz. Mówisz, że serce ci przyspiesza, podobnie jak oddech, na dodatek czujesz coś w brzuchu. To są uczucia, a ty się oszukujesz i okłamujesz samą siebie. To kłamstwo i ty dobrze o tym wiesz. Nie możesz mu tego robić, on wiecznie nie będzie na ciebie czekał. Daj mu szansę, a zapewniam cię, że nie spieprzy sprawy. - Pearl ma rację. Oszukuję samą siebie. Harry w końcu odpuści i zostawi mnie, a ja będę wyła po nocach, bo w porę nie zareagowałam
- Powinnam z nim o tym porozmawiać? - swój wzrok ulokowałam na moich butach
- Jasne, że tak! Inaczej jak będziesz chowała się przed tym uczuciem, to Harry kopnie cię w tyłek i poszuka innej, która go doceni.
- Chyba masz rację. Powinnam to zrobić.
- Porozmawiaj z nim, a wyjdzie ci to na dobre, uwierz mi. - przytaknęłam jej
- Tylko jak to zacząć? - zamyśliłam się

*

Udałyśmy się w drogę powrotną. Pearl od kilku minut stała się nerwowa, mówiła, że czuje się jakby ktoś nas obserwował. Mi się wydaje, że po prostu jest przewrażliwiona. Zawsze jak się oglądałam, nikogo nie było. Chyba ma paranoje
- Słyszałaś? - popatrzyłam na Pearl pytającym wzrokiem - Nie słyszałaś tego szelestu?
- Nie? - wzruszyłam ramionami - Pearl, wydawało ci się. - nagle też usłyszałam jakiś szelest
- Twoja przyjaciółka jest bardzo spostrzegawcza. Słuchaj się jej. - poznaje ten głos. Odwróciłam się. Serce niemal mi stanęło. W naszą stronę idzie James. Na swojej twarzy nosi jak zwykle przerażający uśmieszek. Jego oczy niemal palą
- Czego chcesz? - warknęłam, nagły przypływ adrenaliny zawładnął moim ciałem
- Czego? - podszedł no nas bliżej
- Zostaw ją! - obroniła mnie Pearl. James zaśmiał się i popchnął ją na ziemie. Moje oczy rozszerzyły się, jak on mógł zrobić coś takiego? Ona nic takiego nie zrobiła!
- Łapy przy sobie! - chciałam podejść do Pearl, ale złapał za moje przedramiona i mocno je ścisnął
- Słuchaj, szmato! - warknął, jego głos jest przepełniony jadem - Odnoś się z szacunkiem i bądź posłuszna albo zabije twojego kochasia! Lubię takie jak ty, ale jesteś za bardzo pyskata. - jego oczy mrożą krew w żyłach
- Nie zrobisz mu tego, Harry nie jest głupi. - wyjąkałam żałośnie, po moich policzkach zaczęły lecieć łzy bezsilności
- Doprawdy? Nie wiesz do czego jestem zdolny, słońce. - zaczęło mi się zbierać na wymioty - Tak jak mówiłem, jeśli mnie wkurwisz, zabiję tego skurwysyna. Rozumiesz? - puścił mnie i rzucił na ziemię, jak zepsutą zabawkę. Na miejscach, gdzie były jego łapy na pewno uformują się siniaki
- Rosalie, kto to był?! - Pearl niemal w całości ogarnęły emocje, podeszła do mnie
- Nie mogę ci powiedzieć, inaczej zrobi coś Harry'emu. - zaczęłam płakać, jak bezsilne dziecko
- Czy ty oszalałaś?! On cię szantażował, tak nie może być! Trzeba to zgłosić na policję! - wykrzyczała
- Nie. - zaprotestowałam - Wystarczy, że będę trzymała buzię na kłódkę, to nic się nie stanie. - wyjąkałam, Pearl pomogła mi wstać
- Jesteś głupia?! On nie może cię szantażować!
- Słyszałaś go? Będę trzymała język za zębami, a nic mi się nie stanie. - blondynka otarła kilka łez z mojego policzka, po czym przytuliła mnie.
*

Weszłam cała zmęczona do domu. Moja twarz jest przemoczona od łez. W głowie mam cały czas obraz jego twarzy krzyczącej do mnie, jego obrzydliwych łap na moim ciele. Chcę wymazać to z pamięci na zawsze. Nie mogę pozwolić, żeby przeze mnie zrobił coś Harry'emu. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby to ja była powodem jego śmierci. Zdjęłam buty, zamknęłam za sobą drzwi i weszłam do salonu. Gdy tylko usiadłam, zaczął dzwonić mój telefon. Wymruczałam coś niezrozumiałego i wzięłam go do rąk. Numer nieznany
- Halo? - odebrałam
- Cześć, słońce. - niemal odrzuciłam od siebie telefon, ten głos należy do James'a
- Skąd masz mój numer? - mój głos się załamuje, jestem przerażona do granic możliwości
- Twoja przyjaciółka, Pearl stawiała opory, ale jakoś go mam. - zaśmiał się bezczelnie
- Co jej zrobiłeś!? - wykrzyczałam prawie się dusząc
- Jeszcze nic, ale zegar tyka.
- Jesteś nienormalny! - krzyknęłam głośniej, niż tego chciałam
- Może i jestem. Chcesz ją jeszcze zobaczyć? Musisz przyjść do tego samego klubu, w którym się ostatnio widzieliśmy. - powiedział jadowitym głosem
- Zostaw ją w spokoju. - załamałam się, łzy lały się strumieniami
- Zegar tyka, słońce. - rozłączył się. Jak burza założyłam buty i wybiegłam z domu. Muszę zamówić taksówkę. Kierowca doskonale wie, gdzie jest ten klub.
Po krótszej chwili dowiózł mnie na miejsce. Zapłaciłam, po czym jak najszybciej wbiegłam do klubu. W środku bawi się wiele pijanych lub jeszcze pół trzeźwych ludzi. W powietrzu unosi się piekący moje oczy zapach dymu papierosowego. Nad tańczącymi unosi się wielka chmura tego paskudztwa. Woń alkoholu drażni bezlitośnie moje nozdrza. Nigdzie nie mogę rozpoznać twarzy James'a. Skierowałam się do baru. Tam też nie znalazłam go. Rozglądam się gdzie tylko mogę. Tłum osób nie ułatwia mi tego zadania. Gdybym chociaż zobaczyła jakąś znajomą twarz, byłoby mi łatwiej. Adrenalina i zdenerwowanie zawładnęły kompletnie moim organizmem. Przez głowę przewijają się miliardy koszmarnych scenariuszy. Łzy opanowały moje policzki. Z pewnością wyglądałam koszmarnie. Nagle przed oczami mignęła mi twarz James'a. Szybko skierowałam się zaraz za nim. Wbiegł w korytarz. Intuicja zabraniała mi za nim iść, ale nie mogę pozwolić, by zrobił coś Pearl. On jest nieobliczalny. Zobaczyłam jak wchodzi do jakiegoś pokoju. Przełknęłam głośno ślinę i ruszyłam za nim. Weszłam do ciemnego pokoju. Światło jest zgaszone, a drzwi po chwili zamknęły się. Całkowity mrok ogarnął pokój, poczułam się nieswojo i zagrożona
- To pułapka, słońce.

________________________________________________________________
 Cześć.
No i mamy 17. rozdział :)

Małe tłumaczenie - Rosalie czuje coś do Harry'ego, ale nie jest jeszcze tego pewna, co to. Nigdy nie doświadczyła uczucia miłości, więc trochę jest nieogarnięta w tych sprawach. "Coś" nie oznacza, że kocha go już. Kochać będzie nieco później, nawet bardzo później. Zaczyna darzyć go uczuciem, nieco podobnym do przyjaźni, ale jeszcze nie miłości. 

Powoli mam coraz mniej sił, wieczorami to już wcale nie mam na nic ochoty, ani wcale nie mam siły. Niedawno byłam chora i pewnie jeszcze się nie wychorowałam, więc rozdziały mogą być w dłuższych odstępach czasu. Także, na wstępie przepraszam za opóźnienia. 
Kolejny rozdział być może w sobotę, albo niedzielę, nie obiecuję.

Znowu zmieniłam wygląd, ale ten szablon będzie pasował do tego bloga, mam nadzieję, że się podoba?

2 komentarze:

  1. Awwwwww...;*** Meega <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy