04.04.2014

Rozdział 15. "Przeszłość"

Usłyszałam głośny trzask drzwi  samochodowych. Zdjęłam z siebie kołdrę i podreptałam na boso do drzwi.  Zanim otworzyłam drzwi, spojrzałam w lustro, by ocenić mój aktualny  stan. Nie wyglądam zbyt dobrze, ale powinien to zrozumieć. Dłońmi  otarłam mokre policzki, wzięłam kilka wdechów i wydechów, po czym  nacisnęłam klamkę. Otworzyłam je, Harry akurat wchodzi po schodach.  Ustałam na wycieraczce. Brunet zatrzymał się, gdy tylko zobaczył mój  okropny stan. Wpatrujemy się w siebie, bo żadne z nas nie wie, jak  zacząć. Wyciągnęłam w jego kierunku dłonie, podobnie jak małe dzieci,  które chcą, by je wzięto na ręce. Kącik jego ust uniósł się lekko ku  górze, po czym podszedł do mnie i przytulił. Schowałam głowę w  zagłębieniu jego szyi. Czuję jego oddech na moich włosach. Teraz potrzebuję czyjejś bliskości, uczucia i zrozumienia. Jego klatka piersiowa szybko opadała, by szybko unieść się. Czuję jego niespokojne serce. Wiatr zaczął  drażnić moją nagą skórę, więc odsunęłam się, by spojrzeć prosto w jego oczy
- Przepraszam. - odezwał się jako pierwszy, spuściłam na chwilę wzrok
- Wiem. Moja ciekawość wzięła górę, chcę wiedzieć czy to prawda. Nie mogłam sobie poradzić z myślami. - powiedziałam niemal załamanym głosem
- Wyjaśnię wszystko, mamy czas.
- Dużo czasu. - kąciki moich ust  drgnęły, próbując się uśmiechnąć. Złapał mnie za rękę, poczułam coś  dziwnego, mokrego. Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na jego dłoń. Jest  lekko posiniaczona, czerwona i podrapana. Gdzie nie gdzie są małe  kropelki krwi. Trochę się trzęsie. Co on zrobił? - Co ci się stało? -  spytałam zszokowana tym widokiem
- Zdenerwowałem się i .. - westchnął - .. i uderzyłem w szybę, później jeszcze w maskę. - mruknął
- Trzeba coś z tym zrobić, krwawi. -  chęć dowiedzenia się wszystkiego zostawię na później, teraz trzeba  zrobić coś z jego ręką, bo może dostać się tam zakażenie. Weszłam  pospiesznie do domu i od razu skierowałam się do kuchni po apteczkę
- Rosalie, nie musisz, prawie wcale nie  boli. - usłyszałam jego głos za sobą. Nie chcę nawet tego słuchać. Wyjęłam z  szafki białe pudełko z czerwonym krzyżykiem. Wyciągnęłam gazik, wodę  utlenioną i bandaż. Wskazałam mu na krzesło, żeby usiadł. Na gazik  nalałam niewielką ilość wody utlenionej, jego dłoń przybliżyłam do  siebie i delikatnie zaczęłam pocierać rany powstałe na skórze. W  niektórych miejscach czerwona ciecz zaschła, więc odrobinę mocniej muszę  pocierać, by zmyć ją. Po skończeniu zawinęłam jego rękę w bandaż, aby  do ran nie wpadły jakieś bakterie. Schowałam wszystko i popatrzyłam w  jego kierunku
- Teraz oczekuję wyjaśnień. - skrzyżowałam ręce z tyłu za plecami, podobnie zrobiłam z nogami
- Dobrze. - widać, że dłoń boli go, ale  próbuje to ukryć - Po wyjściu z więzienia poczułem wreszcie szacunek,  zaczęli mnie doceniać. Dziewczyny same pchały mi się do łóżka. Chciałem  posmakować tego uczucia, gdy to nie ty musisz starać się o to, czy ktoś  cię pokocha. Chciałem zabawić się czyimiś uczuciami, jak kiedyś bawiono  się moimi. Zapomniałem jak to jest czuć, zatem nie martwiłem się o  innych. Gdy widziałem łzy w oczach tamtych dziewczyn, którym na mnie  zależało, nie miałem nawet wyrzutów sumienia z tego, jaki jestem i co im  zrobiłem. - westchnął
- Ale powiedziałeś przecież, że  zakochałeś się we mnie, tak? Czyli, że masz jeszcze jakieś uczucia,  chyba, że mnie też oszukujesz i chcesz tylko seksu, nic więcej. - wstał,  podszedł do mnie i złapał za mój podbródek
- Wcale nie chcę tylko cię wykorzystać.  Pamiętasz ten dzień, w którym się pierwszy raz zobaczyliśmy? -  pokiwałam twierdząco głową, doskonale pamiętam ten dzień - Wystarczyło,  że zobaczyłem twoje oczy, a już coś we mnie drgnęło. Coś, czego dawno  nie czułem. To nie jest zwykłe zauroczenie, poczułem, że zacząłem się w  tobie zakochiwać.
- Jednak to chyba dalekie od miłości.  Nie wystarczy się tylko zakochać. Zakochać to się można wiele razy, ale  kochać tylko raz. - wzruszyłam ramionami
- Wiesz, mogę zakochiwać się szybko i szybko zacząć kochać. - uniósł kącik ust ku górze
- Masz pojęcie, jak ja się poczułam,  kiedy tamten chłopak powiedział mi, że wykorzystujesz dziewczyny?  Pomyślałam, że zachowałam się jak idiotka, bo zaufałam ci. Pomyślałam,  że tylko udajesz przede mną, a tak naprawdę jesteś zupełnie inny.  Pomyślałam, że zraniłeś mnie. - spuściłam wzrok
- Wiem. Żałuję, że zostawiłem cię tam,  żałuję, że od razu nie odwiozłem cię do domu, albo przynajmniej, że nie  poszłaś ze mną. Co ja sobie myślałem? - zaśmiał się - Że taką dziewczyną  ktoś zostawi w spokoju? Że tam chodzą tylko same przyjemne typy?
- Nazwał cię dupkiem, a ja cię obroniłam. - zaśmiałam się
- Jestem dupkiem. Nie ma mnie co bronić. - popatrzyłam w jego stronę
- Dlaczego to wszystko się tak szybko  dzieje? Dlaczego jeszcze nie dawno się ciebie bałam, a teraz przy tobie  czuję się swobodniej? To wymyka się spod kontroli. - wzruszyłam  ramionami - Dlaczego?
- Sam nie wiem dlaczego. Może dlatego,  że dużo czasu spędzamy ze sobą, zdążyliśmy się poznać, nawzajem  zrozumieć, mówimy sobie wszystko, nawet bez zastanowienia? Rozmawiamy o  swojej przeszłości i tym samym coraz bardziej się znamy? Mówimy wszystko  otwarcie? - skinęłam głową
- Chyba tak. Czas za szybko leci, a my za szybko sobie zaufaliśmy. - zaśmiałam się - Nadal czuję się wykorzystana.
- Wiem i przepraszam.
- Nie ma tu co przepraszać. To twoja przeszłość. To wydarzenia w twoim życiu sprawiły, że tak się zachowywałeś.
- James znowu zaczyna niszczyć mi  życie. Mam takie wrażenie, że gdy tylko w moim życiu pojawi się coś  dobrego, on to wszystko zniszczy. - zacisnęłam usta w cienką kreseczkę,  zaczęłam się lekko kołysać
- Może obejrzymy coś? - kompletna głupota, ale jakoś chcę zakończyć tę ciszę
- A co polecasz? - wzruszyłam ramionami na jego zadane pytanie
- Może wygrzebiemy coś z szafki  Jason'a? On zawsze ma coś ciekawego. - wskazałam palcem na salon. Harry  skinął głową, więc ominęłam go i weszłam do salonu. Podeszłam do szafki,  w której Jason trzyma swoje płyty - ,,Wiecznie żywy", ,,1000 lat po  ziemi" czy ,,Avatar"?
- Nie może umrzeć z miłości, nawet gdyby chciał? - popatrzyłam w jego stronę
- Oglądałeś? - spytałam
- Widziałem zwiastun i plakat, ale nie  oglądałem filmu. - usiadł na kanapie przed telewizorem. Zamknęłam  szafkę, wyjęłam z pudełka płytę, po czym włożyłam ją do DVD
- Szczerze mówiąc, to nigdy nie  oglądałam. Jason ma pełno płyt, ale nigdy jakoś nie miałam okazji, by  tam zajrzeć i obejrzeć coś.
- Nie będziesz się bała? - spytał, gdy usiadłam obok niego na kanapie
- Taki straszny?
- Film o zombie, który zakochał się w dziewczynie.

*

- Czasami się zastanawiam, skąd ludzie biorą pomysły na taką stylizacje? - zaczęłam rękoma pokazywać różne gesty
- Taką straszną? - spytał
- Nie, bardziej przerażającą. Chcesz coś do picia? Mogę też zrobić popcorn. - zaproponowałam, wstałam z kanapy i zebrałam ze stolika niepotrzebne papiery, które mama i Jason zostawili
- Chętnie. - papiery schowałam do szuflady, gdzie mają swoje rzeczy i pokierowałam się do kuchni. Wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy i dwie duże szklanki z szafki. Nalałam pomarańczową ciecz do szklanek i zaniosłam do salonu na stolik, po czym powróciłam do kuchni. Znalazłam w szafce ostatnią paczuszkę popcornu z mikrofalówki, zatem włożyłam ją tam, gdzie trzeba. wyjęłam jeszcze jakąś miskę. Spojrzałam na chwilę na Harry'ego, który siedzi na kanapie. Chyba jest znudzony tym filmem. Gdy tylko popcorn był gotowy, wyjęłam go i wsypałam do miski, po czym skierowałam się do sypialni
- Wiesz, tak mi się wydaje, że R tak naprawdę ma na imię Romeo. - popatrzyłam na niego jak na idiotę - Bo skoro nie pamięta swojego imienia, a ta dziewczyna ma na imię Julie, czyli, że Romeo i Julie. - wybuchnęłam śmiechem
- No co ty nie powiesz, geniuszu. - nadal nie mogę powstrzymać śmiechu
- Śmiejesz się ze mnie? - udał obrażonego, ale gdy nie przestałam się śmiać pociągnął mnie za nogi, zawisł nade mną i przywarł moje nadgarstki do kanapy - A teraz co powiesz?
- Zejdź ze mnie. - zachichotałam
- Nie, poczekam, aż się uspokoisz. - wzruszył jednym ramieniem. Nadal nie mogę opanować swojego śmiechu, niemal łzy płyną mi z oczu - Uspokoiłaś się już? - spytał, gdy powoli przestałam chichotać
- Nie. - to pytanie jeszcze bardziej mnie rozbawiło - Mógłbyś ze mnie zejść? - poprosiłam
- A uspokoiłaś się już? - puścił moje nadgarstki i usiadł przede mną. Przestałam trochę się śmiać. Dla zabawy wzięłam kilka ziarenek popcornu i zaczęłam pojedynczo rzucać w niego. Kilka razy trafiłam w twarz, kilka trafiło na tors - Wiesz, że będziesz to zbierała? - wziął jedno i rzucił we mnie
- Nie, pomożesz mi. - uśmiechnęłam się pokazując rzędy zębów
- Na rozwalałaś, to teraz sprzątaj. - wziął kilka do ust - Na pewno nie będę po tobie sprzątać. - rzucił we mnie jednym
- Ty też we mnie rzucasz. - oburzyłam się, Harry wziął kilka z kanapy i odłożył na stolik
- Już, resztę pozostawiam tobie. - zacisnęłam mocno usta w cienką kreseczkę, przychyliłam się po te, które spadły na podłogę. Harry kilka zrzucił, żebym miała więcej pracy podczas zbierania
- Ej, nie ma tak, nie rozwalaj! - krzyknęłam na niego
- O co ci chodzi? Ja w spokoju oglądam sobie film. - rzucił ręce w geście obronnym i udał, że nie wie, o co mi chodzi
- A kto rzucał, gdy się przychyliłam? - spytałam
- Nie wiem, o czym ty mówisz. Powinnaś iść do psychologa, bo zaczynasz wymyślać jakieś głupie historyjki. - rzucił we mnie jednym, zaczął się szczerzyć jak małe dziecko, które dostało upragnioną zabawkę
- Ja? - skinął głową - To chyba ty. - skrzyżowałam ręce na piersi
- Pff, to nie ja tutaj wymyślam sobie różne rzeczy. - nagle zaczął dzwonić mój telefon. Westchnęłam i ruszyłam po niego do pokoju. Dzwoni mama, ma pewnie chwilę i dzwoni, żeby się dowiedzieć czy wszystko w porządku. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, by odebrać połączenie
- Halo? - zaczęłam schodzić po schodach do salonu
- Cześć, Rosalie. Dzwonię, żeby zapytać czy wszystko w porządku?
- Tak wszystko w porządku. - usiadłam na kanapie obok Harry'ego - Masz chwilę?
- Tak, właśnie dojeżdżamy na lotnisko. Powinniśmy wrócić za jakiś miesiąc, albo jeszcze wcześniej. - wzięłam garść popcornu i włożyłam pojedynczo do ust - Jesteś sama czy zaprosiłaś Pearl? - spytała
- Nie, jestem z Harry'm, oglądamy jakiś film. - powiedziałam. Kiedyś muszę przecież jej powiedzieć, że spotykamy się. Nie będę jej w kółko okłamywała, że to tylko znajomy, bo często się widujemy, prędzej czy później dowie się wszystkiego
- Widzisz, czyli, że nie jest taki zły, prawda? - westchnęłam sama do siebie - Dobrze, muszę kończyć, zadzwonię, gdy tylko będę miała jeszcze czas. - pożegnałyśmy się, po czym rozłączyłam połączenie i odłożyłam telefon na stolik
- Dzwoniła twoja mama? - spytał, na co skinęłam głową
- Tak, miała chwilę i zadzwoniła, żeby spytać czy wszystko w porządku. - oparłam się o kanapę. Zrobiło się już późno. Cały salon oświetlał tylko blask telewizora. Moje powieki zaczęły robić się coraz cięższe. Oparłam głowę o ramię Harry'ego, dłonie oplotłam wokół jego ręki. Film niedługo powinien się skończyć. Powieki coraz bardziej opadały, robią się ciężkie. Powoli same się zamykają. W końcu przestałam z nimi walczyć i pozwoliłam, żeby w spokoju opadły.













________________________________________________________________________

Hej :)
Stwierdziłam, że w nocy pisze się tysiąc razy lepiej, niż w dzień. Ten rozdział pisałam bez przerwy w jakieś półtorej godziny ^^ Z pisaniem przestawię się na noc ( chyba ).
Co do następnego rozdziału ... następny jest chyba moim ulubionym ^^ ( jestem do przodu o kilka rozdziałów)
To by było na tyle. Także tego, do następnego :)

3 komentarze:

  1. super rozdzial czekam na nastepny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brdzo fajne ff dopiero dzisiaj zaczełam czytać ;) i strasznie się wciągnęłam ;33

    OdpowiedzUsuń
  3. dzisiaj znalazlam tego bloga i stwierdzam ze jest genialny :) czekam na nn <3
    @barbarkaaaa

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy