06.04.2014

Rozdział 16. "Wściekłość"

Obudziłam się w czyichś objęciach. Przekręciłam się na drugi bok i zobaczyłam leżącego za mną Harry'ego. O dziwo nie leżymy na łóżku, tylko na kanapie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Telewizor nadal jest włączony, ziarenka popcornu gdzie nie gdzie leżą na podłodze, na stoliku stoją dwie pół wypite szklanki soku. Pamiętam, że usnęłam, gdy film się prawie kończył. Poczułam, jak kanapa ugina się lekko, obejrzałam się za siebie, Harry oparł się jednym łokciem o kanapę, a dłonią przeciera twarz
- Co się stało? - spytał, jeszcze dobrze się nie obudził
- Pamiętam, że zasnęłam, gdy film się prawie kończył. - położyłam się na plecach
- Podobnie chyba ze mną. - westchnął - Wygodna ta kanapa. - zachichotałam - Wiesz, trochę kusisz mnie swoim ubiorem. - zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na swoje ciało. Jestem ubrana tylko w majtki oraz białą bokserkę
- Kuszę? - skinął głową - Niby pod jakim względem? - spytałam z pytającym wzrokiem
- No bo wiesz, gdy kobieta kotek i mężczyzna kotek bardzo się kochają .. - zaczął jeździć palcami po moim udzie - .. to wiesz co robią? - poruszył brwiami, kiwnęłam przecząco głową - To idą robić małe kotki, tyle, że z prezerwatywą. - zachichotałam
- Takiej głupoty jeszcze nie słyszałam, przecież kotki nie używają prezerwatyw. - przewrócił oczami
- Dobra, to może inaczej. - zamyślił się, doskonale wiem, o co mu chodzi, ale jestem ciekawa, co on wymyśli - Skoro Harry'emu podoba się Rosalie, a Rosalie podoba się Harry to .. - chce, żebym dokończyła
- Wiem, o co ci chodzi, ale nie czuję się jeszcze na to gotowa. - uśmiechnął się ciepło
- Wiem i poczekam. - cmoknął moje ramie. Nagle zaczął dzwonić jego telefon, wyjął go z kieszeni, popatrzył na ekran, ale szybko go schował z powrotem do kieszeni spodni
- Kto to? - osoba dzwoniąca najwyraźniej nie chce dać za wygraną
- Moja matka, dzwoni codziennie, ale nie mam ochoty z nią rozmawiać. Nawet nie chcę. - westchnął przeciągle. Nie może wiecznie się do niej nie odzywać, to przecież jego mama. Wyjęłam telefon z jego kieszeni i usiadłam na nim okrakiem, żeby nie przeszkadzał - Hej, co ty robisz? - próbował jakoś wstać
- Ratuję twoją rodzinę. - nacisnęłam zieloną słuchawkę, by odebrać połączenie od jego mamy - Halo?
- Harry? Harry to ty? - usłyszałam kobiecy głos, kobieta chyba płacze, bo jej głos jest załamany i pociąga nosem
- Nie, jego przyjaciółka, Rosalie. - odezwałam się, kobieta chyba usiadła z charakterystycznym dźwiękiem
- Nie ma może tam przy tobie Harry'ego? Chciałabym z nim porozmawiać. - jest zdenerwowana i zdesperowana, potrzebuje rozmowy ze swoim synem
- Nie, um, bierze prysznic. - powiedziałam, tak naprawdę to leżę na nim na kanapie w moim salonie, w moim domu
- Rosalie, nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym z nim porozmawiać. Żałuję tego, co mu zrobiłam. Naprawdę chciałabym się z nim zobaczyć i porozmawiać. - zaczęła bardziej szlochać, szkoda mi jej
- Harry mówił, co pani zrobiła.
- Jesteś jego przyjaciółką, prawda? - spytała, odpowiedziałam krótkim 'tak' - Może chciałabyś się ze mną spotkać, ty go na pewno znasz i wiesz, co on czuje. Pomogłabyś mi? Proszę, jestem tak zdesperowana, że zrobię wszystko. - powiedziała błagalnym głosem, westchnęłam głośno, zeszłam z Harry'ego i pokierowałam się do kuchni
- Um, chyba mogę pani pomóc, ale to musi pozostać między nami. - powiedziałam szeptem
- Naprawdę? Dobrze, więc dzisiaj o 17:10? - w jej głosie wyczułam pewnego rodzaju ulgę i nadzieję
- Dobrze, gdzie? - znowu powiedziałam szeptem
- W najdroższej kawiarni w Londynie. Harry nigdy tam nie przebywa, więc pewnie nie dowie się o tym. - skinęłam głową sama do siebie. - Będę miała na głowie złotą opaskę z dużym sercem. Więc, do zobaczenia. - rozłączyła połączenie. Dałam jej pewną 'nadzieję'. Nie powinnam się w to mieszać, ale Harry prędzej czy później będzie musiał się odezwać. Weszłam z powrotem do salonu. Harry jest w tej samej pozycji, w której go zostawiłam. Odłożyłam jego telefon na stolik, po czym usiadłam obok niego
- Co ciekawego mówiła? - spytał
- Żałuje tego. - prychnął
- Gdyby tego żałowała, to pewnie nie pieprzyłaby się z nim. - zacisnęłam usta w cienką kreseczkę, nie ustąpi - Wiesz, powinnaś mi jakoś wynagrodzić, że wzięłaś mój telefon i to bez mojego pozwolenia. - zmarszczyłam brwi
- A ty powinieneś przestać być takim upartym i porozmawiać z nią. - odpyskowałam
- Mogła się z nim nie pieprzyć. - poklepał swoje uda na znak, żebym na nich usiadła. Niepewnie zrobiłam to, o co poprosił - Dawno cię nie całowałem. - popatrzył w moją stronę - Czuję się urażony. - zachichotałam. Podniósł się, dłonie oplótł wokół mojej talii i zbliżył nasze usta do siebie. Dłońmi oplotłam jego szyję. Rozchyliłam usta, by wpuścić do nich jego język. Uśmiechnął się przez pocałunek - Słodko całujesz. - oderwał się na chwilę z uśmiechem na twarzy, ale chwilę później znowu złączył nasze usta.

*

Ubrałam białe spodnie, fioletową koszulę i białe szpilki. Włosy spięłam w luźnego koka oraz zrobiłam delikatny makijaż. Do torebki schowałam telefon i portfel. Zamknęłam za sobą drzwi od domu, po czym skierowałam się na miejsce spotkania. Robi się trochę ciemno, ale nie na tyle, że potrzebuję latarki. Szybkim krokiem doszłam do kawiarni. Pchnęłam duże szklane drzwi, by po chwili znaleźć się w środku. Kawiarnia jest naprawdę duża. Ściany pomalowane w odcieniach beżu, stoliki w kolorze ciemniejszego brązu, przez duże okna widać Londyn, są tu dwa piętra, na suficie wisi olbrzymi, szklany żyrandol. Na pewno kosztował fortunę. Rozglądałam się za kobietą ze złotą opaską na głowie. Zauważyłam ją siedzącą na stoliku przy ognie. To pewnie ona, bo oczy ma trochę opuchnięte od płaczu, nerwowo przeczesuje włosy. Wzięłam głębszy oddech i podeszłam do niej
- Um, dzień dobry. - odezwałam się pierwsza - Pani jest mamą Harry'ego? - kobieta uśmiechnęła się ciepło, po czym wskazała, żebym usiadła naprzeciwko niej
- Victoria Edwards. - wyciągnęła w moim kierunku dłoń, którą uścisnęłam
- Rosalie Winters. - uśmiechnęłam się
- Napijesz się czegoś? - spytała, po czym ręką wskazała, żeby podszedł kelner
- Herbatę. - poprosiłam
- Dwie herbaty, poproszę. - kelner skinął głową i odszedł - Cieszę się, że zgodziłaś spotkać się ze mną. - zapewne próbuje powstrzymać łzy
- Była pani zdesperowana, zrobiło mi się pani szkoda. - kobieta splotła swoje dłonie - A tak w zasadzie, dlaczego pani zaczęła sypiać z James'em? Harry mówił, że pani doskonale wiedziała, co on zrobił.
- Po tym, jak Harry trafił do więzienia, zostałam sama. Rozwiodłam się z mężem i nie miałam nikogo. James zjawił się niespodziewanie, wysłuchał mnie, był, gdy tylko go potrzebowałam, mówił, że wszystko się jakoś ułoży. - pociągnęła nosem - Z biegiem czasu to zaczęło wymykać się spod kontroli, zaczęliśmy ze sobą sypiać. I tak to się wszystko potoczyło. Żałuję tego, bardzo.
- Nie zwracała pani na to uwagi, że to przez James'a Harry trafił do więzienia i to przez niego zginął jego przyjaciel? - po policzku kobiety spłynęła samotna łza, kelner akurat przyniósł zamówienie
- Dziękuję. - zwróciła się do kelnera - Doskonale o tym wiedziałam, ale samotność potrafi dobić człowieka. - skinęłam głową
- A dlaczego pani rozwiodła się z mężem? Harry powiedział mi, że pani była zła za jego ciągłą pracę, ale musiał jakoś zarabiać pieniądze.
- Potrzebowałam męża, a on był zawsze w pracy. Wściekłam się i powiedziałam coś, czego wcale nie chciałam. Teraz jestem zupełnie sama.
- Próbowała pani porozmawiać z mężem?
- Nie, nigdy nie miałam na to odwagi. - otarła łzy ze swoich policzków - Teraz najbardziej chcę odzyskać syna.
- Harry nie chce z panią rozmawiać. - zacisnęłam usta w cienką kreseczkę
- Boże, co ja zrobiłam? - zaczęłam nerwowo przeczesywać swoje włosy
- Chciałabym pani pomóc, ale on jest strasznie uparty. - przyznałam - Na to trzeba czasu.
- Wiem, poczekam tyle, ile będzie trzeba. - otarła łzy z policzków - Rosalie, a czy łączy was coś jeszcze, niż tylko przyjaźń? Harry nigdy nie miał przyjaciółki, tylko jakieś niewychowane dziewczyny.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi .. - całujemy się, zachowujemy się czasami jak para - .. Opowiedziałaby mi pani coś o jego dzieciństwie?
- Był trudnym dzieckiem, często zamykał się w pokoju na całe dni. Nie chciał z nikim rozmawiać. Pytałam, czy coś dzieje się w szkole, albo w sprawach uczuciowych, zawsze odpowiadał, że nic.
- Proszę pani, on był gnębiony z powody wysokiej pracy jego ojca. - kobieta mocno zacisnęła powieki, by łzy nie spłynęły z jej oczu
- Boże, jestem okropną matką. - schowała twarz w dłoniach - Chciałabym mieć go z powrotem. - zaszlochała cicho
- Próbowała pani przyjeżdżać do niego?
- Tak, ale nigdy go nie było w domu. - pociągnęła nosem - Jesteś moją ostatnią nadzieją.
- Harry jest strasznie uparty, ale spróbuję coś z tym zrobić. - uśmiechnęła się

*

Zrobiło się jeszcze ciemniej, gdy wyszłam z kawiarni. Chcę pomóc tej kobiecie. Wiem, że nie powinnam się wtrącać w jego sprawy rodzinne, ale on jest zbyt uparty, żeby jakoś to naprawić. Jest tak zdesperowana, że zrobi wszystko, by tylko z nim porozmawiać. Wyjęłam telefon z kieszeni, wybrałam jego numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę, odebrał po drugim sygnale
- Halo? - usłyszałam jego zachrypnięty głos. Jest chyba w jakimś pomieszczeniu, bo słychać czyjeś rozmowy
- Harry? Um, cześć. Masz może chwilkę? - przygryzłam lekko wargę
- Tak, mam przerwę. O co chodzi? - głośno oddycha, co on robił?
- Chciałabym z tobą porozmawiać, ale to chyba nie jest rozmowa przez telefon. - jedną dłonią zaczęłam masować kark
- Pewnie. Tylko, że teraz jestem na siłowni, może przyjdziesz do mnie, nie długo kończę.
- Dobrze.
- Podam ci adres SMS-em, bo teraz muszę z kimś porozmawiać. Jak wejdziesz do środka, to po lewej stronie jest czarna kanapa, poczekaj tam na mnie. To do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - rozłączyłam połączenie. Chwilę później dostałam SMS-a z adresem jego siłowni. To niedaleko stąd. Przejdę się pieszo. Schowałam telefon do torebki, po czym ruszyłam do miejsca, w którym mam się z nim spotkać.
Dojście do siłowni nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Pchnęłam szklane drzwi, by wejść do środka. Wzrokiem wyszukałam czarnej kanapy, aby usiąść na niej i poczekać na Harry'ego. Całe pomieszczenie zostało pomalowane na jasno-brązowo. Na ścianach są powieszone zdjęcia z instrukcją do prawidłowych ćwiczeń. Gdzie nie gdzie postawione rośliny. Nie muszę czekać na Harry'ego, bo właśnie idzie w moim kierunku. Jest ubrany w same spodenki, bez bluzki. Doskonale widać jego tatuaże i mięśnie
- Cześć. Zdziwiłaś mnie trochę. - wstałam, próbował mnie pocałować, ale w porę odwróciłam głowę, by pocałował mnie w policzek - Stało się coś?
- Chciałam z tobą porozmawiać. - powiedziałam, niezbyt pewnie się tutaj czuję i wolałabym porozmawiać gdzie indziej, tutaj może się kręcić wiele umięśnionych, pół nagich i nieprzyjemnych typów
- O czymś konkretnym? - skinęłam głową - O czym? - już usta mi się otworzyły, ale ktoś mi przerwał
- Harry, gdzie ty łazisz? - usłyszałam obcy męski głos
- Tutaj jestem. - krzyknął do osoby, która pewnie idzie w naszym kierunku - Co? - przyszedł do nas jakiś dobrze umięśniony, przystojny, wysoki brunet z zielonymi oczami, jego ciało jest całkowicie pozbawione tatuaży
- Szukałem cię, ale widzę, że jesteś zajęty. - popatrzył na mnie z uśmiechem, odwzajemniłam go nieśmiało
- Chciałeś coś ważnego? - spytał Harry
- Zaraz przerwa nam się kończy, inaczej kasa przepadnie. - wzruszył ramionami
- Zaraz, załatwię sprawę i wrócę. - brunet skinął głową, po czym odszedł - Więc, o czym chcesz porozmawiać? - spytał mnie, gdy brunet całkowicie się oddalił od naszej dwójki
- Jeśli nie masz czasu, możemy porozmawiać później. - wzruszyłam jednym ramieniem
- Jeżeli to coś ważnego, to możemy teraz porozmawiać. - pokiwałam przecząco głową
- Nie chcę, żeby 'kasa' ci przepadła i żeby twoi koledzy na ciebie czekali. - lekko zaczęłam pocierać przedramiona
- Dobrze, skoro to nie jest takie ważne, to możemy później to załatwić. - przygryzłam lekko wargę - Chcesz iść ze mną czy poczekasz tutaj?
- Będę bezpieczniejsza z tobą. - teraz najbardziej przyda mi się jego obecność, szczerze, to boję się tego miejsca, dookoła umięśnieni i bezczelni mężczyźni, którzy nie martwią się o to, czy jesteś czyjąś dziewczyną czy nie, bo i tak jeżeli im wpadniesz w oko to  i tak podejdą
- Skoro chcesz, to chodź. - chciał złapać za moją dłoń, ale wolę, żeby wzięli nas za przyjaciół - Stało się coś? - spytał zdezorientowany
- Nie, po prostu wolę, żeby wzięli nas za przyjaciół,  a nie za parę, którą nie jesteśmy.
- Jeśli zobaczą, że jesteś moja, to nawet na ciebie nie spojrzą i nie tchną cię. - uśmiechnął się, szybko złapałam za jego dłoń, by czuć się bezpieczna, zachichotał na moją reakcję. Harry prowadzi mnie przez jakiś korytarz. Ściany zupełnie puste, tylko wyjątkiem są okna. Słychać odgłosy mężczyzn, którzy ćwiczą, albo rozmawiają. Czasami usłyszę jakieś bluźnierstwo. Brunet zatrzymał się i otworzył drzwi z napisem 'Szatnia'. W środku są same ławki z wieszakami i szafki do przechowania swoich osobistych rzeczy. Doskonale czuć męskie perfumy i nie tylko perfumy ... Weszliśmy do większej sali, w której są sprzęty do ćwiczeń, duże lustro na całą ścianę, dwie ławki i trzech mężczyzn w samych spodenkach. Wyszczerzyli się w uśmiechu, gdy mnie zobaczyli. Niezbyt dobrze się czuję w pomieszczeniu, w którym jestem jedyną dziewczyną. Usiedliśmy na jednej z ławek
- Jakieś 15 minut i kończę. Nie będziesz się nudzić ze względu na widoki. - poruszył brwiami i podszedł do kolegów. Dobra, myśl jak mu to powiesz. 'Harry, spotkałam się dzisiaj z twoją mamą, pogadałyśmy trochę i żałuje tego, co zrobiła', 'Harry, twoja mama poprosiła mnie o spotkanie, więc się dzisiaj z nią spotkałam, bo zrobiło mi się jej szkoda', 'Harry, musiałam się dzisiaj spotkać z twoją mamą, bo chcę, żebyś naprawił z nią relacje'. Wszystkie wypowiedzi głupie. Powiem mu po prostu, że spotkałam się z jego mamą, bo jest tak zdesperowana, że zrobi wszystko, by się z nim spotkać. Na pewno wybuchnie, że zrobiłam to. Teraz zaczyna mnie męczyć sumienie. Po co ja się z nią spotkałam? Mogłam nie mieszać się w ich sprawy rodzinne, a zając się swoimi. Głupia. Harry na pewno się wścieknie. Jest strasznie uparty, ciekawe po kim to ma? Może wcale mu tego nie mówić i poczekać, aż jego mama sama zainterweniuje? Nie powinnam go okłamywać.
Tak jak powiedział Harry, po 15 minutach skończyli. Wziął swoje rzeczy, po czym skierowaliśmy się do szatni. Otworzył swoją szafkę, by wyjąć z niej swoje ubrania do przebrania
- Więc, o czym chciałaś pogadać? - spytał
- Harry .. bo ja ... ja spotkałam się z twoją mamą i .. - nie dokończyłam, ponieważ przerwał mi
- Co zrobiłaś?! - krzyknął
- Spotkałam się z twoją mamą. - powiedziałam ciszej, by jeszcze bardziej go nie rozgniewać
- Dlaczego?! Po jaką cholerę?! - nie zniżył swojego tonu głosu, nadal krzyczy
- Rozmawiałam z nią dzisiaj, bo gdy rano dzwoniła zrobiło mi się jej szkoda. Ona naprawdę tego żałuje. Chce się z tobą spotkać i porozmawiać.
- Dobra, wiesz co .. - zrobił pauzę - .. nie mam ochoty z tobą o tym dyskutować, idę wziąć prysznic. - wziął swoją torbę i wyszedł z szatni. Było mu o tym nie mówić. Nie wkurzyłby się przynajmniej, ani by na mnie nie nakrzyczał.
Po dłuższym czasie oczekiwania w końcu pojawił się brunet. Teraz jest całkowicie ubrany i wkurzony, widać to po wyrazie jego twarzy. Nawet nie popatrzył na mnie, lepiej nie będę się już odzywała
- Idziemy. - powiedział oschle i bez uczuciowo, jakbym była jakimś przedmiotem. Harry dość szybko chodzi, więc i ja muszę przyspieszyć kroku. Lepiej nie będę dotykała go, by złapać jakiś kontakt. Mocno pchnął szklane drzwi, aby wyjść na zewnątrz. Miałam dobre intencje, a zamiast tego wszystko zepsułam i pogorszyłam tylko sytuacje
- Wsiadaj do samochodu. - niemal wysyczał, teraz jestem przedmiotem? Zrobiłam to, co rozkazał, żeby jeszcze bardziej go nie rozzłościć. Włożył swoją torbę do bagażnika, po czym zajął miejsce kierowcy. Włączył silnik i ruszył z piskiem opon
- Mogę pod głosić ra.. - przerwał za nim dokończyłam
- Nie. - warknął
- Jestem tak wkurwiony, że jestem w stanie wszystko zrobić, więc siedź cicho. - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Będzie lepiej jak się zamknę i wcale nie będę już nic mówić.
Harry zatrzymał się zaraz pod moim domem, nadal ciężko oddycha i cała złość nadal z niego nie wyparowała
- Następnym razem jak zrobisz coś za moimi plecami, to nie mów mi tego. - oparł dłonie na kierownicy
- Chciałam dobrze. - powiedziałam cicho
- Ale spierdoliłaś sprawę i nic z tego dobrego nie wyszło. - warknął, przesadził ..
- Wiesz, przynajmniej zrobiłam coś, żeby naprawić twoje relacje rodzinne! A ty i tak powiesz, że spierdoliłam sprawę! Twoja matka cierpi, a ty masz to w dupie! Idealny z ciebie syn! - krzyknęłam, po czym wybiegłam z samochodu. Teraz to we mnie wściekłość buzuje. Usłyszałam, że wyszedł z samochodu
- Ja przynajmniej nie wpierdalam się w czyjeś życie! - krzyknął w moją stronę, na co odwróciłam się
- To trzeba było nie wpierdalać się w moje! Widziałeś, że się ciebie boję, to i tak myślałeś tylko o sobie! Bo się zakochałeś, było iść się napić i by ci przeszło!
- Tak?! Żałujesz teraz?! To po chuj pozwalasz się całować?! Skoro tak ci nie dobrze, że wpierdoliłem się w twoje życie, które i tak jest do bani! - przesadza, teraz już przesadza
- Moje życie jest do bani?! A kto codziennie rano ma w łóżku inną dziewczynę, którą traktuje jak szmatę?! - syknęłam
- Przynajmniej ja mam kogoś do pieprzenia! Skoro tak ci źle ze swoją dupą, to może też powinnaś zrobić to, co ja?!
- Wiesz, nie mam ochoty już z tobą rozmawiać! Zawsze to ja wszystko spieprzę, a ty jesteś idealny!
- Ktoś musi! - odwróciłam się i skierowałam do drzwi. Poczułam jego mocny uścisk na nadgarstku, który szybko przyciągnął mnie do tyłu. Złapał za moją twarz i przywarł do mnie ustami. Próbuję się jakoś uwolnić, ale on ma więcej siły ode mnie. Niemal gryziemy w złości swoje wargi. Nie możemy złapać oddechu przez dziki, namiętny pocałunek. Nasze klatki piersiowe w zaskakującym tempie unoszą się i opadają. Oderwaliśmy się od siebie. Nie możemy złapać oddechu przez buzującą w nas wściekłość
- Przepraszam, nie powinienem tak na ciebie krzyczeć. - odezwał się pierwszy
- Przesadziłeś, ale ja też nie powinnam się mieszać w twoje sprawy między tobą, a twoją matką. Przepraszam.



________________________________________________________

Co myślicie? :)
Ym, 6 komentarzy ? :)

6 komentarzy:

Obserwatorzy