06.03.2014

Rozdział 4. "Prześladowca"

Cholera! Był tu! Rozejrzałam się po podwórku. Nikogo poza mną nie było. Kartkę, którą trzymałam w dłoniach zgniotłam w małą kulkę. Ostatni raz rozejrzałam się i jak najszybciej mogłam otworzyłam zamek od drzwi
- Wiesz, myślałem, że sobie wejdę i poczekam na ciebie w domu, a ty wymieniłaś zamki. To było nie miłe. - odwróciłam się. Harry stał oparty o furtkę. Uśmiechał się bezczelnie. Nic nie odpowiedziałam. Popatrzył na chwilę na chodnik i odepchnął się od furtki. Szybkim krokiem ruszył w moją stronę. Po moim kręgosłupie rozeszły się ciarki a serce jak zwykle podwoiło tempo, dlaczego do cholery tak się go boję?! Dlaczego budzi taki strach?! Był coraz bliżej mnie, nie chciałam, żeby zbliżył się jeszcze bardziej
- Po co przyszedłeś? - zaśmiał się. Powiedziałam coś śmiesznego? Zbliżył się jeszcze bardziej, teraz prawie stykaliśmy się ze sobą
- Zobaczyć cię. - spuściłam swój wzrok na ziemię. Chciałam, żeby teraz dzieliły nas drzwi. Swoim tułowiem zakryłam klamkę, dłonią z tyłu próbowałam je otworzyć. Powoli i jak najciszej mi się udawało otwierałam drzwi. Kiedy klamka ustąpiła jak petarda próbowałam wbiec do środka, ale zostałam powstrzymana i przyciśnięta do drzwi - A gdzie ci się tak spieszy ? Jeszcze nie dokończyliśmy rozmowy. - swoim ruchem chyba go tylko rozzłościłam. Patrzył prosto w moje oczy podczas, gdy ja uciekałam od jego wzroku. Wypuściłam całe powietrze z płuc. Chcę być najdalej od niego. Westchnął przeciągle. Przybliżył się do mojego ucha - Podobasz mi się, nawet nie wiesz jak bardzo. - swoimi ustami zaczął całować moją szyję, ciepłe i wilgotne usta masowały delikatną skórę. Zanim odsunął się ode mnie pocałował mnie w policzek. Byłam tak przestraszona, że do oczu zbierały mi się słone łzy. Nie chciałam pozwolić im popłynąć po moich policzkach, nie chciałam okazywać mojego strachu. Popatrzył jeszcze chwilę na mnie, później na swój zegarek - Będę się zbierał, ale na pewno się jeszcze nie raz zobaczymy. -  odsunął się ode mnie, odwrócił  i poszedł w stronę furtki. Zanim kompletnie zniknął mi z oczu odwrócił się jeszcze. Boże, jaki on przystojny straszny. Uciekłam od niego wzrokiem. Trzęsąc się weszłam do domu. Zamknęłam szczelnie drzwi. Zdjęłam buty i pobiegłam do pokoju. Nie zdejmowałam ubrań, od razu weszłam pod bezpieczną kołdrę. Chciałam zasnąć, nie myśleć, ale byłam zbyt zdenerwowana. Łzom udało się wypłynąć z moich oczu. To będzie długa noc ...

*

Obudziły mnie jakieś trzaski za oknem. Udało mi się zasnąć na kilka godzin, ale jak zawsze ktoś musiał mnie obudzić. Podeszłam do okna. Pan Simons - mój sąsiad - akurat teraz musiał kupić sobie nowe meble i wnosić je do domu. Zasunęłam okno firanką i wróciłam do łóżka. Przykryłam się kołdrą do podbródka i skuliłam się w kłębek. Całą noc nie mogłam zasnąć. Moje myśli były pogrążone tylko o nim. Dlaczego ja? Jest mnóstwo pięknych, szalonych dziewczyn, on musiał wybrać mnie, nieśmiałą i lekko zwariowaną. Zrezygnowana skierowałam się do łazienki. Popatrzyłam w swoje odbicie. Widziałam w nim dziewczynę zupełnie wykończoną życiem, policzki zaczerwienione od łez, oczy podkrążone od braku snu. Jakby całe życie upłynęło ze mnie. Nie mogę przecież tak chodzić cały dzień. Przemyłam twarz letnią wodą. Na szczoteczkę nałożyłam niewielką ilość pasty, dokładnie umyłam swoje zęby, a resztę wody wyplułam i wytarłam usta. Chwyciłam w dłonie puder i nałożyłam na policzki, żeby nie wyglądały na takie czerwone. Oczy podkreśliłam kredką, jedną, małą, cienką kreską. Na ustach znalazła się blado różowa szminka. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Przynajmniej wyglądam jak dziewczyna, a nie jak jakiś wrak. Usłyszałam dźwięk, który informuje mnie o wiadomości. Weszłam do pokoju, położyłam się na łóżku i wzięłam telefon do ręki. Odblokowałam ekran, wiadomość



Westchnęłam cicho. Odetchnę świeżym powietrzem, będę mogła się jej wygadać, a przecież odrobina sportu mi nie zaszkodzi. Muszę coś zjeść. Odłożyłam telefon na szafkę nocną i ruszyłam na dół. W domu panowała cisza i kompletna pustka. Włączyłam telewizor na jakiś program muzyczny. Brzuch dawał o sobie znać. Wyjęłam z lodówki ogórka, pomidora i ser, masło, a z chlebaka jeszcze nie otwierany chleb. Dla odstresowania poruszałam się w rytm muzyki. Prawie codziennie jem płatki, więc teraz dla odmiany kanapki. Usłyszałam swoją ulubioną piosenkę, Bruno Mars - Just the way you are, więc poszłam pod głosić. Przy muzyce zawsze mogłam się uspokoić i przenieść w inny świat, nie wyobrażałabym sobie mojego życia bez muzyki. Wyjęłam jeszcze sok i szybko przelałam go do szklanki, by otulił moje gardło. Zrobiona kanapka powędrowała do moich ust. Chciałam posiedzieć przed telewizorem i zrobione kanapki włożyłam na talerzyk. Posprzątałam po sobie, po czym ruszyłam na kanapę do salonu.

*

16:40. Czas zacząć się ubierać. Wyjęłam z szafy czarne spodnie i biały sweterek z czerwonym sercem na brzuchu. Poprawiłam lekko makijaż i jestem gotowa. Jak zawsze pogasiłam wszystkie światła i zamknęłam szczelnie drzwi przed niechcianymi gośćmi. Sprawdziłam ostatni raz, po czym udałam się w stronę parku. Robiło się trochę ciemniej przez chmury, ale nie zanosiło się na deszcz. Mijałam wielu ludzi, jednak nie spotkałam żadnego znajomego. Niektórzy wychodzili z psami na spacer, niektórzy na zakupy, jeszcze inni powoli wędrowali spokojnie po mieście. Nasz ulubiony park nie znajduje się zbyt daleko. Już nawet teraz widzę siedzącą na ławce Pearl. Jak zwykle swoją uwagę poświęciła na telefon. Nawet nie zauważyła stojącego obok niej psa, który biegał po parku
- Cześć! - przywitałam się z nią. Oderwała się od telefonu i z uśmiechem popatrzyła na mnie
- Cześć! Masz ochotę na coś do picia? - zaproponowała. Z uśmiechem pokiwałam głową. Pearl wstała z ławki - Kawiarnia?
- Tak. - uśmiechnęłam się. Może to był ten moment, w którym mogłabym jej powiedzieć o 'moim prześladowcy'? Na pewno wiedziałaby jak go unikać. Kiedyś jeden chłopak nie dawał jej spokoju, instynktownie wiedziała gdzie przed nim uciekać i w końcu on odpuścił. Często nawet na imprezach spławia dużą ilość chłopaków. Jeszcze tylko ubrać to w słowa. A może nic nie mówić? Może jak będę go unikać i przestanę okazywać strachu odpuści? Tak chyba zrobię. Kierowałyśmy się do naszej ulubionej kawiarni, w której mają najlepsze napoje i różnorodne ciasta. Przynajmniej tam na pewno jest ciepło i przyjemniej.
Pchnęłam duże drzwi, od razu poczułam zapach kawy i przyjemne ciepło. Usiadłyśmy przy oknie, żeby mieć dobry widok na miasto. W kącie pomieszczenia znajduje się niewielkiej wielkości kominek, dookoła poustawiane stoliki, po lewej stronie stoi duża lada, a za nią jakiś blondyn. Pearl poszła coś zamówić. Mam okazję, by popatrzeć na otaczający mnie krajobraz. Wiele osób wchodziło i wychodziło z kawiarni. Niektórzy się spieszyli, niektórzy krążyli bez sensu. Niechcący usłyszałam czyjąś rozmowę, niechcący? Gadali tak głośno, że nie trudno było usłyszeć
- To idziemy na te wyścigi czy nie? - zapytał jeden mężczyzna drugiego. Wyścigi?
- Pewnie, że idziemy. Styles na pewno znowu da popalić innym! - po moim ciele przeszły ponownie dreszcze związane z jego nazwiskiem. Jakie wyścigi? Tutaj? Niemożliwe. Po dłuższej chwili Pearl wróciła. Trzymała w dłoniach dwa shake'i waniliowe
- Słyszałaś o jakiś wyścigach? - zapytałam pół szeptem. Pearl uśmiechnęła się do mnie jakoś podejrzanie
- Tak. Właściwie chciałam na nie iść dzisiaj. - skrzywiła usta w lekkim grymasie - Z tobą.
- Co? Dopiero teraz mi to mówisz? - wzięłam łyk swojego shake'a
- Wiedziałam, że nie będziesz chciała, więc musiałam coś wymyślić. Proszę - zrobiła minę biednego szczeniaczka. Schowałam twarz w dłonie i lekko pocierałam ją. Popatrzyłam na blondynkę jak na osobę, która właśnie powiedziała jakieś głupstwo - Dziękuję!
- Pearl! Czy ty wiesz, że na takich wyścigach nigdy nie dzieje się nic dobrego?
- Wiem, ale proszę. Ten jeden jedyny raz, proszę!

*

Z miną zwycięzcy Pearl prowadziła mnie na ten 'wyścig'. Wiem, że lubi ryzyko, ale niech nie wciąga w to mnie. Sama wiadomość, że będzie tam też on przyprawia mnie o ciarki. Da popalić innym? Nie wiedziałam, gdzie Pearl mnie prowadzi, nawet nie chciałam pytać. Szłam po prostu za nią. Zauważyłam, że po drugiej stronie ulicy idzie ten sam chłopak, którego spotkałam wczoraj w szatni, szedł jeszcze z jakimś innym chłopakiem, którego nie mogłam rozpoznać albo chyba go nie znałam. Popatrzył na mnie, jakby się nad czymś zastanawiał i po chwili wyjął telefon. Odwróciłam od nich wzrok i bardziej skupiłam go na drodze. Pearl wydawała się szczęśliwa. W co ona mnie jeszcze wpakuje? Usłyszałam jakieś krzyki, gwizdy i piszczenie, zapewne dziewczyn. Słyszalne są też dźwięki motorów. Ci dwaj szli w tym samym kierunku, co my. Odetchnęłam głośno, jesteśmy coraz bliżej. Boże, czemu ja? Wyszłyśmy zza rogu i zauważyłam sporą ilość ludzi. Niektórzy palili papierosy i pili alkohol, jeszcze inni stali i rozmawiali. Przyjaciółka poprowadziła mnie przez tłum. Przeciskając zauważyłam, że w samym centrum uwagi stoi spora ilość motocyklistów. Wielu z nich rozmawiało ze skąpo ubranymi dziewczynami. Jak można tak paradować? Pearl złapała mnie za nadgarstek, kiedy zauważyła, że się zatrzymałam. Wysłałam jej obojętne spojrzenie na co ona przewróciła oczami. W końcu zatrzymała się. Miałyśmy dobry widok. Rozejrzałam się po okolicy. Wszędzie pełno ludzi. Jezu, gdzie ja jestem? Co chwilę przyjeżdżali nowi motocykliści. Schowałam dłonie w kieszenie. Poczułam czyjeś piekące spojrzenie na sobie. Popatrzyłam przed siebie. Zauważyłam Harry'ego, patrzył na mnie, siedział na swoim motorze. Bierze udział w wyścigach. Nie wiedziałam co mam robić. Patrzył się na mnie z uśmieszkiem na ustach. Spuściłam wzrok na chodnik. Nagle jakaś dziewczyna weszła na środek z jakąś wstążką? Nie wiem jak to się nazywa. Wszyscy usiedli na pojazdach, zapalili je i założyli kaski. Harry ostatni raz spojrzał na mnie i odwrócił wzrok w przód. Moje oczy napotkał Pearl. Adrenalina chyba buzuje w jej żyłach. Kiedy wszyscy byli gotowi nieznana mi dziewczyna machnęła dłonią w dół. Przełknęłam głośno ślinę.  Motocykliści ruszyli pozostawiając tylko kusz za sobą i piski opon. Każdy czekał na chwilę, w której zwycięzca wróci. Dookoła roznosił się zapach dymu papierosowego, ledwo mogłam złapać powietrze oraz cokolwiek zobaczyć. Niemal oczy mi łzawiły. Zapach alkoholu mocniej drażnił moje nozdrza. Wszyscy wydawali się podnieceni. Jak można się tak bardzo tym interesować? Po dłuższym momencie widać było trzy jadące motory. Środkowy szybko wyprzedził pozostałą dwójkę. Każdy zaczął klaskać lub krzyczeć. Chyba domyślam się kto wygra. Zwycięzca zdjął kask. Zielonooki popatrzył na mnie z miną typu ,,Wygrałem". Chwyciłam Pearl za nadgarstek i poprowadziłam tam, gdzie   jest mniej osób
- Możemy już iść? - zapytałam błagalnie. Pearl kiwnęła niechętnie głową. Zauważyłam, że nie ma ze sobą swojej torebki - Gdzie twoja torebka? - Pearl spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami, zgubiła ją
- Boże, nie mam jej! Musiałam ją zgubić! - teraz to mi adrenalina podskoczyła. Jak mogła zgubić torebkę?!
- Dobra, musimy ją znaleźć. Ty idź tędy, a ja pójdę tędy. Jakbyś jej nie znalazła to przyjdź z powrotem tutaj, dobra? - skinęła głową. Rozdzieliłyśmy się. Głupie, ale któraś z nas na pewno ją znajdzie. Rozglądałam się za jej zgubą. Musiałam przepchnąć się przez spory tłum ludzi. Powoli wszyscy się rozchodzili, więc lepiej mogłam się rozejrzeć. Patrzyłam najbardziej na torebki dziewczyn, ale też na chodnik. Jezu, nigdzie jej nie ma! Zrezygnowana ustałam. Okręciłam się wokół własnej osi. Zauważyłam ją leżącą na chodniku. Szybko podbiegłam do niej i wzięłam z chodnika. Sprawdziłam czy wszystko jest i ruszyłam do Pearl
- Pearl? - no pięknie, zgubiłam teraz ją. Dookoła otaczali mnie jacyś nieznani pijani ludzie. Nigdzie nie mogłam znaleźć twarzy Pearl
- Rosalie? Rosalie! - wszędzie rozpoznam ten głos. Uniosłam wyżej torebkę, na jej twarzy zagościł uśmiech.

*

Zmęczona po dzisiejszym dniu weszłam do domu. Odłożyłam kluczyki i poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam ręcznik, po czym skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z pokoju. Nie zdejmując ręcznika założyłam majtki. Zrzuciłam go z siebie zostając w samych majtkach. Nagle dostałam SMS-a.
 


Treść tego SMS-a przeraziła mnie. Szybko założyłam za dużą na mnie bluzkę i podbiegłam do okna. Przed moim domem stał Harry. Uśmiechnął się i puścił mi oczko, po czym odszedł. Cholera, ma mój numer ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy